Czwartkowe posiedzenie Komisji Edukacji, Kultury i Sportu Rady Miasta Mysłowice, które w założeniu miało dotyczyć bieżących kwestii funkcjonowania miejskiej oświaty, zakończyło się w sposób, który trudno uznać za rutynowy element samorządowej codzienności. Radni Koalicji Obywatelskiej zdecydowali się opuścić salę obrad, co w konsekwencji doprowadziło do utraty kworum .
Bezpośrednim powodem tej decyzji było zachowanie wiceprezydenta Mysłowic, Mateusza Targosia, po pytaniu radnego Marka Mikuły dotyczące przyczyn zmiany firmy oraz oprogramowania obsługującego dziennik elektroniczny w miejskich szkołach. Jak relacjonują uczestnicy posiedzenia, sposób, w jaki wiceprezydent odniósł się do pytania w stosunku do radnej Doroty Koniecznej-Simela, został przez część członków komisji odebrany jako niestosowny i nieprzystający do standardów pracy komisji rady miasta.
Do zdarzenia odniosła się również radna Dorota Konieczna-Simela, publikując filmową relację z posiedzenia. Jak podkreśla, jako osoba publiczna po raz kolejny doświadczyła obcesowego traktowania ze strony wiceprezydenta, co – w jej ocenie – wykracza poza zwyczajową, nawet ostrą, wymianę zdań charakterystyczną dla debat samorządowych.
Tłem dla całej sytuacji jest decyzja o ujednoliceniu systemu dzienników elektronicznych w mysłowickich placówkach oświatowych. Zgodnie z informacjami przekazanymi podczas posiedzenia, dotychczasowe oprogramowanie różnych firm, z którego korzystały szkoły, ma zostać docelowo zastąpione rozwiązaniem oferowanym przez firmę „Mobi Dziennik”. W części placówek zmiana ta została już wdrożona.
Warto przy tym zauważyć, że przed podjęciem decyzji system „Mobi Dziennik” funkcjonował jedynie w pięciu mysłowickich szkołach, co oznaczało nie więcej niż jedną piątą wszystkich miejskich placówek. Tym bardziej pytanie o przesłanki stojące za rezygnacją z dotychczasowych rozwiązań na rzecz jednego, zunifikowanego systemu, wydaje się mieścić w naturalnym zakresie zainteresowania komisji merytorycznej rady miasta.
Jak wynika z przedstawionych informacji, decyzja o zmianie nie była poprzedzona konsultacjami z dyrektorami szkół, którzy dotąd samodzielnie decydowali o wyborze oprogramowania, dostosowując je do potrzeb swoich placówek. O planowanej zmianie, aż do momentu czwartkowego posiedzenia, nie była również informowana Komisja Edukacji, Kultury i Sportu.
Dziennik elektroniczny nie jest przy tym narzędziem marginalnym. To podstawowy kanał komunikacji pomiędzy szkołą a rodzicami, służący do przekazywania informacji o ocenach, frekwencji, bieżących sprawach organizacyjnych oraz komunikatach wychowawców i dyrekcji. Zmiany w tym obszarze mają więc bezpośredni wpływ na codzienne funkcjonowanie uczniów, rodziców i nauczycieli.
Jak zapowiedziano, to samo oprogramowanie ma zostać wprowadzone również w miejskich przedszkolach. Kadra przedszkolna przeszła już pierwsze szkolenia, jednak -jak sygnalizują nauczyciele – pojawiają się istotne trudności organizacyjne. W wielu placówkach do dyspozycji jest bowiem zaledwie jeden laptop na całą jednostkę. Przy kilku grupach przedszkolnych oznacza to realne problemy z bieżącym uzupełnianiem danych w systemie, zwłaszcza w trakcie prowadzenia zajęć z dziećmi. Prośby o doposażenie placówek w dodatkowy sprzęt, jak dotąd, nie przyniosły rezultatu.
W tym kontekście czwartkowe wydarzenia zyskują szerszy wymiar niż jednorazowy spór na posiedzeniu komisji. Dotyczą one nie tylko konkretnej decyzji administracyjnej, ale również sposobu jej komunikowania, roli komisji rady miasta w procesie decyzyjnym oraz standardów dialogu pomiędzy organem wykonawczym a radnymi.
Opuszczenie prze radnych obrad jest sygnałem, że doszło do poważnego napięcia w ramach instytucjonalnej współpracy. Pozostaje kwestią otwartą, czy sytuacja ta stanie się impulsem do uporządkowania procedur informowania i konsultowania decyzji dotyczących miejskiej oświaty, czy też zapisze się jedynie jako kolejny epizod w historii trudnych relacji na linii radni – magistrat.
Niezależnie od dalszego biegu wydarzeń, sprawa dziennika elektronicznego pokazuje, jak decyzje pozornie techniczne mogą przerodzić się w test jakości lokalnej debaty publicznej i praktycznych standardów funkcjonowania samorządu. To zaś jest kwestia, która wykracza daleko poza mury sali obrad i dotyczy wprost mieszkańców miasta.
mt




