Prezydent Dariusz Wójtowicz egzamin zaliczył na 5 z wyróżnieniem.

Udostępni

W Mysłowicach zakończyły się właśnie egzaminy ósmoklasistów. Młodzież mierzyła się z matematyką, językiem polskim i angielskim. Ale wygląda na to, że swój własny egzamin pisał również Dariusz Wójtowicz. Egzamin z manipulacji, politycznego PR-u i odwracania uwagi od niewygodnych faktów. I trzeba uczciwie przyznać – materiał opanował niemal podręcznikowo. Egzamin zaliczony, droga do PIS otwarta. Gdyby  istniała specjalizacja „zarządzanie kryzysem przez Facebooka”, Mysłowice właśnie miałyby profesora habilitowanego.

 

Bo trudno inaczej nazwać sytuację, w której zamiast spokojnej rozmowy o przyszłości Szpital nr 2 w Mysłowicach mieszkańcy dostają polityczną pyskówkę w mediach społecznościowych, propagandowe wpisy w prezydenckich mediach i personalne ataki na wszystkich, którzy mają czelność zadawać pytania.

A pytania są przecież bardzo poważne.

Kto realnie będzie decydował o przyszłości szpitala?
Czy Mysłowice nie staną się dodatkiem do szpitala w Jaworzno?
Dlaczego pracownicy i mieszkańcy o planach dowiadywali się głównie z przecieków, medialnych publikacji i internetowych awantur?
I dlaczego każda próba publicznej dyskusji kończy się oskarżeniami o „polityczne inspirowanie”?

Wystarczyło przeczytać odpowiedź opublikowaną przez NSZZ „Solidarność Szpital Miejski nr2” i NSZZ „Solidarność 80”, by zobaczyć skalę frustracji pracowników i jednocześnie skalę manipulacji, jaka od miesięcy serwowana jest mieszkańcom. Jeszcze niedawno słyszeliśmy przecież, że żadnej konsolidacji nie ma. Potem, że są tylko „luźne rozmowy”. Następnie, że wszystko dzieje się wyłącznie „dla dobra pacjentów”. A dziś okazuje się, że związki zawodowe muszą publicznie prostować narrację władz miasta i przypominać fakty, które próbowano przykryć politycznym marketingiem.

I właśnie tutaj cała narracja magistratu zaczyna się sypać.

Bo odpowiedź związkowców nie była emocjonalnym wpisem anonimowych internautów. To był bardzo konkretny i wyjątkowo bolesny policzek wymierzony propagandzie ratusza. Pracownicy pokazali liczby, których nie da się zagadać kolejnym selfie, konferencją prasową czy propagandowym artykułem.

91,44% głosujących powiedziało NIE dla konsolidacji z Jaworznem.
85,03% załogi poparło dyrektora Grzegorza Nowaka.
Frekwencja wyniosła 65,85%.

To nie jest „polityczna inspiracja”. To nie jest „teatr”. To jest miażdżący społeczny sygnał, że pracownicy szpitala nie wierzą w narrację serwowaną przez Dariusz Wójtowicz i jego medialne zaplecze.

Najbardziej kompromitujące dla władz miasta jest jednak coś innego. Prezydenckie media próbowały wmówić mieszkańcom, że referendum było „populistycznym spektaklem”, bo pracownicy rzekomo nie wiedzą jeszcze, jak miałaby wyglądać konsolidacja. Problem polega na tym, że właśnie dlatego ludzie protestują – bo nikt im tego uczciwie nie wyjaśnił.

I tutaj dochodzimy do absolutnego hitu tej całej historii – „cyklicznych spotkań” prezydenta z załogą.

Według propagandowej narracji wszystko odbywa się w dialogu, przy współpracy i wzajemnym słuchaniu. Tymczasem związki zawodowe bardzo konkretnie wyliczyły, że Dariusz Wójtowicz pojawił się na oddziałach zaledwie trzy razy. Co więcej, o jednym ze spotkań związki dowiedziały się po fakcie… od pracowników.

To już nawet nie jest brak komunikacji. To polityczny kabaret.

Najpierw obiecuje się partnerom społecznym konsultacje. Potem organizuje „wizyty widmo”, o których sami zainteresowani nic nie wiedzą. Następnie publikuje się wpisy o „dialogu”. A na końcu oskarża pracowników o sianie paniki i inspirowanie polityczne. Gdyby ktoś napisał taki scenariusz do serialu politycznego, widzowie uznaliby go za przesadzony.

Jeszcze bardziej groteskowo wygląda próba atakowania wszystkich krytyków. W propagandowych wpisach pojawiają się pogardliwe określenia wobec dziennikarzy, działaczy społecznych i autorów krytycznych tekstów. „Akwizytorzy”, „domorośli felietoniści”, „aktywiści”, „koalicjanci”. Klasyczna polityczna zasada: wszyscy winni, tylko nie my.

Opozycja winna. Media winne. Związki zawodowe winne. Aktywiści winni, ostatniu już nawet młodzież szkolna jest winna.

Najwyraźniej jedyną niewinną osobą w całym mieście pozostaje sam prezydent i jego otoczenie.

Tymczasem mieszkańcy zaczynają zauważać pewną prawidłowość. Im większy kryzys, tym bardziej nerwowe i agresywne stają się media wspierające władzę. Zamiast odpowiadać na pytania o przyszłość szpitala, mieszkańcy dostają polityczne tyrady i propagandowe wyliczanki sukcesów. To już nie przypomina komunikacji samorządowej. To bardziej wygląda jak desperacka próba przykrycia chaosu.

A chaos staje się coraz bardziej widoczny nawet wewnątrz koalicji WDM-PiS. Coraz więcej radnych ma poważne wątpliwości, czy warto politycznie firmować ten projekt własnym nazwiskiem. Pojawiają się deklaracje, że część z nich nie podniesie ręki za konsolidacją. I trudno się dziwić. Bo mieszkańcy widzą jedno: przez miesiące uspokajano ich, że nic złego się nie dzieje, podczas gdy za kulisami trwały rozmowy, przygotowywano list intencyjny i budowano polityczne zaplecze pod cały projekt.

Szczególnie groteskowo brzmi dziś narracja o tym, że „nikt jeszcze niczego nie zdecydował”, skoro prezydenci zdążyli już przygotować dokumenty, prowadzić rozmowy i kreślić wizję wspólnego projektu. Można wręcz odnieść wrażenie, że ktoś w magistracie bardzo pobieżnie przeczytał ustawę dotyczącą konsolidacji szpitali powiatowych i uznał, że chodzi po prostu o możliwość „dogadania się” z Pawłem Silbertem i wspólnym zagospodarowaniu  70 milionów złotych.

Problem w tym, że publiczny szpital to nie prywatny folwark, a mieszkańcy Mysłowic naprawdę nie są aż tak naiwni, jak wydaje się niektórym doradcom w magistracie.

No właśnie – doradcy.

Bo trudno uwierzyć, że ten komunikacyjny chaos dzieje się przypadkiem. Coraz więcej osób zaczyna zadawać sobie pytanie, czy otoczenie Dariusz Wójtowicz jest już zwyczajnie kompletnie wypalone i niezdolne do prowadzenia poważnej polityki informacyjnej, czy może wręcz przeciwnie, ktoś wyjątkowo skutecznie podkłada prezydentowi polityczne miny.

Bo jeśli strategią kryzysową miasta jest publikowanie propagandowych wpisów, obrażanie krytyków, opowiadanie o „cyklicznych spotkaniach”, których praktycznie nie było, a jednocześnie ignorowanie głosu ponad 91% głosujących pracowników,  to znaczy, że ktoś w tym ratuszu całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością.

„Mierni, ale wierni” – trudno o lepsze podsumowanie obecnego zaplecza władzy w Mysłowicach.

I chyba właśnie dlatego władza tak panicznie reaguje na każdy głos sprzeciwu. Bo po raz pierwszy od dawna propaganda zaczęła przegrywać z faktami. A mieszkańcy coraz wyraźniej widzą, że pod płaszczykiem „konsolidacji” próbuje się przepchnąć decyzję, której ogromna część społeczności zwyczajnie nie chce.

mt

5 1 głosów
Ocena artykułu
Subskrybcja
Powiadom o
guest
1 komentarz
najnowszy
najstarszy najwięcej głosów
Wbudowane opinie
Zobacz wszystkie komentarze
Bogusław
Bogusław
22 dni temu

A to się porobiło

Scroll to Top