Posłuchajcie co mówią główni aktorzy tematu.
Redaktor Grażyna Haska z lokalnych mediów Co Tydzień znalazła sposób i „odpytała” wiceprezydenta Mateusza Targosia o prowadzonych przez miasto działaniach likwidujących szpital. By zweryfikować półprawdy, a nawet zwykłe kłamstwa, kilka pytań zadała też dyrektorowi szpitala Grzegorzowi Nowakowi. Posłuchajcie i oceńcie sami ogrom manipulacji i fałszywego stawiania się prezydenta w roli obrońców naszego szpitala, miasta i nas samych.
Mysłowicka „Dwójka” nie umiera z przyczyn naturalnych. Ona jest metodycznie wygaszana. To, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami gabinetów prezydenta Dariusza Wójtowicza oraz wiceprezydenta Mateusza Targosia, to nie są – wbrew oficjalnym zapewnieniom, konstruktywne „rozmowy o współpracy”, lecz przygotowania do definitywnego zakończenia samodzielnego bytu mysłowickiej lecznicy poprzez transfer jej kluczowych kontraktów do ośrodka w Jaworznie.
Historia pewnego zaprzeczenia: polityczna cena prawdy
Jeszcze rok temu, gdy radni Wiesław Tomanek oraz Sebastian Roncoszek z sejmowej mównicy alarmowali, że kondycja finansowa placówki jest dramatyczna, a nad szpitalem wisi realne widmo zamknięcia, spotkali się z bezpardonowym atakiem. Prezydent Dariusz Wójtowicz, wykorzystując swoje niszowe, partyjne kanały komunikacji, nie przebierał w słowach. Z właściwą sobie arogancją oskarżał radnych o sianie paniki, „kłamstwo” i czystą, niskich lotów manipulację.
Dziś, gdy wiceprezydent Targoś prowadzi zaawansowane negocjacje, by wydrenować mysłowickie oddziały na rzecz Jaworzna, tamte słowa prezydenta wracają jak bumerang, kompromitując jego wiarygodność. Czy Dariusz Wójtowicz wówczas świadomie okłamywał mieszkańców, by wyciszyć palący problem, którego nie potrafił rozwiązać? A może jego pewność siebie wynikała z głębokiego niezrozumienia mechanizmów, w jakie pogrążał się miejski szpital? Niezależnie od intencji, fakty są brutalne: to, co rok temu było według prezydenta „politycznym kłamstwem”, dziś stało się realizowaną „strategią” rządzących. To nie jest błąd w sztuce – to dowód na głęboką pogardę dla transparentności, której jako wspólnota mamy prawo wymagać.
Mechanizm duszenia placówki: priorytety za zamkniętymi drzwiami
Kryzys Szpitala nr 2 to wynik systemowej nieudolności i toksycznych priorytetów. Podczas gdy koalicja rządząca Mysłowicami przez lata pompowała miliony złotych w Zakład Oczyszczania Miasta, traktując go jak jedyny, bezpieczny bastion polityczny – miejska lecznica była sukcesywnie głodzona. Efekt jest opłakany: szpital, dysponujący ogromnym potencjałem medycznym, zmuszony jest dzisiaj do zaciągania pożyczek w parabankach, by pokryć bieżące koszty pracownicze i składki ZUS.
Co więcej, włodarze miasta, którzy ustawowo odpowiadają za swój szpital, przyjęli strategię „pasażera na gapę”. Zamiast realnego planu restrukturyzacji, słyszymy jedynie mantrę o „trudnej sytuacji w ochronie zdrowia”, co jest wygodną wymówką pozwalającą na zrzucenie winy na NFZ. Prawdziwym skandalem jest fakt, iż te kluczowe negocjacje z Jaworznem odbywają się w całkowitym pominięciu dyrektora szpitala, Grzegorza Nowaka. W świecie zarządzanym przez duet Wójtowicz-Targoś, głos fachowca, który szuka rozwiązań ratujących samodzielność placówki, staje się „hamulcowym” – jest niewygodny, więc zostaje uciszony w imię politycznej wygody.
Dlaczego Jaworzno? Pytania, na które nie ma odpowiedzi
Niezrozumiały jest wybór partnera do owych negocjacji. Dlaczego Jaworzno, do którego z siedziby szpitala jest ponad 15 kilometrów, a nie znacznie bliżej położone Sosnowiec czy Katowice? Dlaczego władze miasta konsekwentnie ignorują potencjał choćby budowanego Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, który mógłby stać się kołem zamachowym dla finansów placówki? Zamiast eksploatować te atuty, wybierana jest „droga na skróty”.
Mysłowice stoją przed egzystencjalnym wyborem. Albo decydujemy się na mozolną, fachową pracę nad restrukturyzacją własnej placówki, współpracując z kadrą medyczną i dyrekcją, albo godzimy się na powolną „wyprzedaż” naszych zasobów.
Publiczne milczenie, enigmatyczne komunikaty wiceprezydenta Targosia i polityczne gierki prezydenta Wójtowicza to nie jest zarządzanie, to kapitulacja. Mieszkańcy nie potrzebują bajek o „zabezpieczeniu zdrowotnym”, lecz rzetelnych faktów. Jeśli władza nie potrafi wypracować strategii ratunkowej, musi ponieść odpowiedzialność za doprowadzenie do upadku kluczowej miejskiej infrastruktury. Jako wspólnota nie możemy dłużej przyzwalać na to, by bezpieczeństwo zdrowotne naszych rodzin było kartą przetargową w rękach ludzi, którzy przez lata zwalczali tych, którzy ostrzegali przed nadchodzącą katastrofą.
mt
źródło: CTMyslowice.pl




