Bąk Mysłowic, czyli dlaczego władza boi się pytań

Udostępni

 

Sokrates był bąkiem Aten.

 

W starożytnych Atenach Sokrates porównywał siebie do bąka, który siada na wielkim, ospałym rumaku i nie pozwala mu zasnąć. Rumakiem było miasto, a bąkiem — niewygodny człowiek zadający pytania.

Mysłowice też mają dziś swojego Bąka. Nie filozofa w sandałach, ale radnego, który stawia pytania tam, gdzie władza najchętniej postawiłaby donicę, wrzuciła do skrzynki propagandową gazetkę albo uderzyła medialną pałką.

Gdy brakuje odpowiedzi, pojawia się hejt

Portal Mysłowice.net wciąż pisze o Krzysztofie Bąku, jednak nie prowadzi z nim polemiki, a tylko próbuje go publicznie obśmiewać.

Oszalał”, „farmazony”, „hejt kontent”, „ból pupy”, „hemoroidy”, „polityczna kreatura” — to język pogardy mający upokorzyć człowieka używany na „przyjaznym” portalu.

Zamiast wyjaśnić sprawę, gdy wybrany przez mieszkańców radny zadaje trudne pytania, prezydencka strona nie odpowiada na wątpliwości, a z przedstawiciela mieszkańców robi awanturnika, frustrata albo śmiesznego intruza.

Tak jak Sokrates irytował Ateny, tak Bąk irytuje rządzących Mysłowicami.

Donice, czyli mała sprawa i duża metoda

Sprawa donic przy ul. Mikołowskiej mogłaby być zwykłym sporem o organizację ruchu, jaki często ma miejsce w miastach. Z jednej strony mamy argument o bezpieczeństwie pieszych, a z drugiej pytania o pozbawienie mieszkańców miejsc parkingowych, brak konsultacji i sposób wprowadzenia zmiany.

Tymczasem Mysłowice.net przypisuje radnemu prywatny interes, twierdząc, że chodziło mu o wygodne parkowanie pod domem. Jeśli są na to dowody — portal powinien je pokazać, a jeśli ich nie ma, to mamy do czynienia z insynuacją.

Żenujące dowcipy o siadaniu na donicach, hemoroidach i „bólu pupy” są poniżej krytyki. Przestrzeń miejska to nie kiepski kabaret anonimowego autora, a temat dotyczący mieszkańców, pieszych, kierowców, służb i urzędu.

Można nie zgadzać się z Bąkiem, ale nie można robić z debaty miejskiej kloacznego żartu.

Radny Bąk zadaje trudne pytania i mówi jak jest.

Szpital: tu chodzi o więcej niż donice

Najpoważniejsza sprawa dotyczy jednak Szpitala nr 2, bo w tym przypadku nie mówimy o parkowaniu, lecz o bezpieczeństwie zdrowotnym mieszkańców.

Miasto podpisało list intencyjny z Jaworznem. Choć formalnie to jeszcze nie decyzja o połączeniu szpitali, co trzeba to uczciwie powiedzieć, to mieszkańcy, pracownicy i znaczna część radnych dopiero w ostatniej chwili dowiedzieli się, że władza weszła na ścieżkę rozmów o przyszłości lecznicy.

To sedno sprawy i pytanie, dlaczego tak ważny proces rozpoczął się w atmosferze niedomówień.

Związki pytają. Propaganda krzyczy

Związki zawodowe w szpitalu zadały pytania, których nie da się przykryć epitetami: Czy zapadła już decyzja? Kto ją zatwierdził? Jakie będą gwarancje dla pracowników? Czy grożą redukcje? Dlaczego wybrano Jaworzno? Czy analizowano dojazd pacjentów, dostępność świadczeń i ryzyko przeniesienia usług?

W odpowiedzi odezwała się lokalna propaganda. Zamiast odpowiedzieć na pytania, łatwiej zaatakować tych, którzy je powtarzają. Bo po co pokazywać plan, skoro łatwiej wskazać palcem winnych? Lepiej napisać, że Krzysztof Bąk nagrywa filmiki i „zgrywa specjalistę”.

Ale od obrażania radnego nie przybędzie ani jedno łóżko, nie pojawi się żadna gwarancja dla personelu, ani nie króci się droga pacjenta do lekarza.

Związki zawodowe wskazują na manipulacje Myslowice.net.

Anonimowy autor, bardzo odważne epitety

Warto też zapytać – dlaczego ktoś, kto tak śmiało obraża innych, nie podpisuje się własnym nazwiskiem?

Anonimowość daje wygodę, bo można uderzyć mocniej, czy zasugerować więcej. Można wejść w czyjeś życie zawodowe, miejsce zamieszkania, relacje polityczne, a potem schować się za nazwą portalu. Co ciekawe Myslowice.net oficjalnie redaguje firma z… Mikołowa.

Takie szkalowanie bywa szczególnie groźne na lokalnym gruncie, bo tu ludzie spotykają się w sklepie, przy szkole, w przychodni, w pracy, a taki tekst nie zostaje w internecie, ale idzie za człowiekiem ulicą.

Dlatego anonimowy hejt nie jest niewinną publicystyką, a niebezpiecznym narzędziem nienawiści. Sam zetknąłem się z tym, jak jacyś podpici faceci wykrzykiwali epitety w moją stronę, bo naczytali się steku bzdur na mój temat w mediach sprzyjających prezydentowi. Czy ekipie Dariusza Wójtowicza zależy na sprowokowaniu zaburzonych, czy niebezpiecznych ludzi do ataku na radnego Bąka i inne osoby będące krytyczne wobec władzy?

Po co to robią?

Narracja prezydenckiej propagandy ma też z pewnością inne, konkretne cele.

Ma zniechęcić do zadawania pytań i pokazać mieszkańcom – uważajcie, bo jeśli podskoczycie, też was opiszemy. Ekipie Wójtowicza zależy też na przesunięciu rozmowy z faktów na emocje. Zamiast dyskusji o tym „co dalej ze szpitalem?”, mamy „Bąk oszalał”. Pytanie „jakie są gwarancje dla pracowników?”, zastępuje stwierdzenie – „polityczna kreatura”. Nie prowadzimy dialogu o tym, „czy decyzje są transparentne?”, a mamy „żarty” o hemoroidach.

Debata zmienia się w metodę dyscyplinowania krytyków.

Bąk budzi rumaka

Sokrates nie był wygodny dla Aten, ale nie dlatego, że nienawidził miasta. Przeciwnie – traktował je bardzo poważnie, więc pytał, drążył, drażnił, obnażał samozadowolenie tych, którzy uważali, że nie muszą się tłumaczyć.

Tak samo w Mysłowicach rolą radnego nie jest klaskanie władzy, a pytanie choćby natarczywe lub nieprzyjemnie. Zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o szpital, miejskie pieniądze, bezpieczeństwo pacjentów i decyzje podejmowane za plecami mieszkańców.

Miasto bez takich pytań zasypia, a śpiącym miastem łatwo się rządzi.

Mysłowice nie potrzebują medialnych pałek

Można krytykować Krzysztofa Bąka, wytykać mu błędy, ostre słowa, polityczne kalkulacje. Ale czym innym jest krytyka, a czym innym produkowanie pogardy.

Mysłowice.net chciały pokazać radnego jako problem, tymczasem udowodniły coś znacznie ważniejszego, czyli jak działa lokalna propaganda, gdy traci cierpliwość.

Najpierw próbuje ośmieszyć, potem przykleić łatkę, następnie zasugerować prywatny interes, a na końcu ogłosić moralne zwycięstwo.

Mysłowice nie potrzebują cwaniackiego tryumfu anonimowych autorów nad jednym radnym, a odpowiedzi – co dalej ze szpitalem. Władza niestety zazwyczaj wybiera atak zamiast dialogu.

Bąk może irytować. Taka już rola bąka.

Ale jeśli wielki mysłowicki rumak zrywa się nerwowo za każdym razem, gdy ktoś zadaje mu pytanie, to problemem nie jest bąk. Problemem jest to, że rumak od dawna śpi.

Marcin Stroński

5 2 głosów
Ocena artykułu
Subskrybcja
Powiadom o
guest
1 komentarz
najnowszy
najstarszy najwięcej głosów
Wbudowane opinie
Zobacz wszystkie komentarze
Grażyna
Grażyna
12 dni temu

W samo sedno. I niezależnie od tego, że tchórzliwi władcy tego miasta nie zmienią sposobu reagowania na zdrowo rozsądkowe pytania czy stwierdzenia i uwagi, warto ich mobilizować do „pracy” . Pokazują swoją słabość i coraz większy strach. Bo jak inaczej nazwać takie zachowanie? Nie chcę obrać zwyczajowych chamów porównując ich do takich ” obywateli”

Scroll to Top