Mysłowicki Szpital Nr 2 im. Tadeusza Boczonia znalazł się na skraju przepaści finansowej. Sytuacja placówki, choć od dawna dramatyczna, teraz osiągnęła punkt krytyczny. Miasto zalega szpitalowi niemal 25 milionów złotych, od lat nie zwracając strat, jakie ta instytucja generuje w związku z niedofinansowaniem przez NFZ i rosnącymi kosztami utrzymania. Oto obraz miasta, które najwidoczniej uznało, że zdrowie mieszkańców jest mniej istotne niż polityczne przepychanki i dyskusje o dopłatach do innych sektorów.
Gdzie te pieniądze?
Radni miejscy od miesięcy apelują, by ograniczyć finansowanie Zakładu Oczyszczania Miasta Mysłowice (ZOMM) i przeznaczyć te środki na spłatę szpitalnych długów. Niestety, prezydent miasta pozostaje głuchy na te prośby. Może to kwestia priorytetów? W końcu, jak się wydaje, czyste ulice są bardziej opłacalnym PR-owo przedsięwzięciem niż ratowanie życia i zdrowia mieszkańców.
Dostawcy tracą cierpliwość
Jeszcze niedawno dyrektor szpitala dwoił się i troił, by negocjować z dostawcami leków i sprzętu, jakoś utrzymując placówkę na powierzchni. Niestety, z początkiem listopada jeden z kluczowych wierzycieli postanowił, że ma dość czekania i grozi zerwaniem umów zawartych w tym roku. Dług szpitala wobec tego dostawcy wynosi niewiele ponad 230 tysięcy złotych — kwotę śmiesznie niską w porównaniu z zadłużeniem całego miasta, a jednak zbyt wysoką, by lecznica mogła ją spłacić.
Wierzyciel skierował sprawę do kancelarii adwokackiej, która zajmie się windykacją, a termin spłaty został wyznaczony na 10 grudnia br. Nie przewidziano tu taryfy ulgowej — żadnej rezygnacji z odsetek ani obniżek. Szpital stąpa po cienkim lodzie, a każdy kolejny wierzyciel może podjąć podobne kroki.
Program naprawczy: ratunek czy pozory?
Podczas najbliższej sesji dyrektor szpitala przedstawi program naprawy placówki. Czy jednak ten ruch rzeczywiście coś zmieni? Bez wsparcia finansowego ze strony miasta program może pozostać jedynie dokumentem na papierze, a kolejne wezwania do zapłaty to tylko kwestia czasu.
Czy miasto zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji? Cóż, patrząc na dotychczasowe działania władz, można odnieść wrażenie, że problem szpitala to jedynie jeden z wielu punktów na liście rzeczy do zignorowania. A przecież mówimy tu o instytucji, która codziennie ratuje życie mieszkańców Mysłowic.
Priorytety władz: zdrowie czy polityka?
Nie sposób nie zauważyć, że władze miasta wydają się bardziej zainteresowane politycznymi przepychankami niż realnym rozwiązywaniem problemów. Może to kwestia tego, że długi szpitala nie są tak widowiskowe jak nowo wyremontowane drogi czy festyny miejskie? W końcu mieszkańcy potrzebują zdrowia, by te drogi przemierzać i na te festyny docierać.
Co dalej?
Mysłowicki Szpital Nr 2 to nie tylko budynek, ale przede wszystkim ludzie — lekarze, pielęgniarki i pacjenci, którzy każdego dnia walczą o zdrowie i życie. Dla władz miasta powinno być to powodem do podjęcia natychmiastowych działań. Niestety, rzeczywistość pokazuje, że priorytety leżą gdzie indziej.
Może pora, by mieszkańcy przypomnieli władzom, co tak naprawdę jest ważne? Może zamiast politycznych deklaracji i wymówek potrzebujemy konkretnych działań? A może — i to najgorsza z opcji — dopiero całkowity upadek szpitala będzie dostatecznie głośnym alarmem?
Na razie pozostaje nam czekać na rozwój wydarzeń i liczyć na to, że decydenci w końcu podejmą odpowiedzialne kroki. Oby tylko nie było za późno.
jb