Podczas XXXI sesji Rady Miasta Mysłowice 18 czerwca głos zabrał Mateusz Partyka, członek Młodzieżowej Rady Miasta. Jego wystąpienie nie było zwykłym punktem w sprawach bieżących. Było osobistą, mocną i potrzebną odpowiedzią na brutalny atak, jaki spotkał młodego człowieka po zadaniu niewygodnego pytania.
Partyka rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia, że 18 czerwca obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Mowie Nienawiści. Podkreślił, że nie występuje wyłącznie jako radny młodzieżowy, dziennikarz czy działacz, lecz jako osiemnastoletni mieszkaniec Mysłowic, który chce zostać wysłuchany przez swoją społeczność.
To ważne, bo w centrum tej sprawy nie jest polityczna przepychanka, lecz człowiek. Młody człowiek, według przekazywanych informacji osoba ze spektrum autyzmu, który zadał pytanie. Pytanie niewygodne dla władzy. I właśnie za to spotkała go fala pogardy, kpin i agresji.
Na screenach opublikowanych w mediach społecznościowych widać wpis profilu Mysłowice.Net, w którym Mateusz Partyka został nazwany m.in. „komisarzem partyjnym”, „politycznym podlotkiem”, zarzucono mu „rozsiewanie bredni”, brak wiedzy oraz „służalcze działanie na rzecz partyjnych idoli”. Do wpisu dołączono również wygenerowaną grafikę stylizowaną na propagandowy plakat z hasłem „Towarzysze serc i postępu”. To nie była polemika. To była próba ośmieszenia, upokorzenia i zepchnięcia młodego człowieka do narożnika.
Partyka mówił na sesji, że po maturze z matematyki, zamiast wiadomości od bliskich i chwili oddechu, zobaczył „machinerię nienawiści” skierowaną wprost w niego. Wskazywał, że tekst i grafiki przygotowano tak, aby go zdyskredytować i upokorzyć. Jak sam powiedział, celem było to, by zamilkł, przestał pytać, cofnął się i „nie wychylał”.
Najmocniejsze w tej wypowiedzi było jednak wskazanie powodu ataku. Partyka powiedział wprost: „Powód? Zadawałem pytania. Jako dziennikarz zadałem pytania. Pytałem, bo taka jest rola dziennikarza. I za to pytanie, za tę odwagę zadania pytania zostałem zaatakowany”.
I tu zaczyna się najpoważniejszy problem. W demokratycznym mieście młody mieszkaniec, nawet jeżeli jest krytyczny, nawet jeżeli zadaje trudne pytania, powinien usłyszeć odpowiedź. Nie obelgi. Nie insynuacje. Nie szyderstwo. Nie propagandowe grafiki. Zwłaszcza jeśli mówimy o młodym człowieku, który dopiero wchodzi w życie publiczne i ma prawo uczyć się obywatelskiej odwagi bez strachu przed publicznym linczem.
Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że agresywny język pojawił się w politycznym kontekście obrony działań miasta i środowiska prezydenta Dariusza Wójtowicza. Zamiast rzeczowo wyjaśnić, dlaczego Dzień Ziemi organizowano akurat w Logicor Serenity Park przy ul. Białobrzeskiej, postanowiono uderzyć personalnie w osobę pytającą. Zamiast odpowiedzi na pytanie, atak. Zamiast argumentów, etykietowanie. Zamiast rozmowy, próba zastraszenia.
To szczególnie niebezpieczne w mieście, w którym władza publiczna powinna dawać przykład, jak prowadzić debatę. Prezydent, jego zaplecze i sprzyjające mu media mają pełne prawo bronić swoich decyzji. Nie mają jednak moralnego prawa budować tej obrony na poniżaniu młodych ludzi.
Mateusz Partyka podczas sesji powiedział rzecz, która powinna wybrzmieć znacznie szerzej:
w idealnym świecie różnica zdań nie rodziłaby wrogości, a pytanie zadane bez złości nie stawałoby się pretekstem do ataku. Niestety, mysłowicka rzeczywistość pokazała coś przeciwnego.
Ta sprawa nie dotyczy wyłącznie jednego wpisu. Dotyczy standardów życia publicznego w Mysłowicach. Dotyczy tego, czy młodzi ludzie mają prawo interesować się miastem, zadawać pytania i patrzeć władzy na ręce. Dotyczy też tego, czy osoba młoda, wrażliwa, a według relacji także ze spektrum autyzmu, ma być w debacie publicznej traktowana z elementarnym szacunkiem, czy wystawiana na ostrzał tylko dlatego, że nie zadała wygodnego pytania.
Wystąpienie Mateusza Partyki było jednym z ważniejszych momentów tej sesji. Nie dlatego, że było polityczne. Przeciwnie – dlatego, że przypomniało dorosłym uczestnikom lokalnej polityki, że za każdym nazwiskiem, za każdym pytaniem i za każdym wpisem w internecie stoi człowiek.
A władza, która boi się pytań młodych ludzi, wystawia świadectwo przede wszystkim samej sobie.
mt





