Rozmowa z Krzysztofem Bąkiem – radnym, członkiem zespołu kontrolnego i jednym z najaktywniejszych krytyków obecnej władzy Mysłowic.
Głos Mysłowic: Dlaczego rządząca Mysłowicami większość PiS-Wspólnie dla Mysłowic zablokowała kontrolę w Miejskim Zarządzie Gospodarki Komunalnej?
Krzysztof Bąk: Nie wiem. Bo chcieli, bo mogli, bo pewnie chciała tego pani dyrektor. Nie siedzę w ich głowach. Dwa tygodnie wcześniej ci sami radni – Styczeń, Harmata, Polok-Marcol, Kozłowska, poparli wniosek komisji rewizyjnej o przedłużenie jej o miesiąc. Na sesji zagłosowali inaczej. Ich trzeba pytać.
Głos Mysłowic: W internecie dyrektor MZGK twierdzi, że mieliście dostatecznie dużo czasu.
Krzysztof Bąk: Statut Mysłowic daje na taką kontrolę trzy miesiące czasu. Rada może wydłużyć ją o miesiąc. O to występowaliśmy.
Głos Mysłowic: Dlaczego?
Krzysztof Bąk: Dlatego, że tylko lista drobnych napraw, remontów przedstawiona przez MZGK liczy ponad 200 pozycji. Ponad 20 kolejnych to te większe – remonty kamienic. To ogromna liczba dokumentów do przejrzenia i przeanalizowania. W zespole kontrolnym zdecydowaliśmy, że najpierw poprosimy o listę takich prac, a później wybierzemy te, którym przyjrzymy się uważniej. Listę dostaliśmy, ale konkretnych dokumentów już nie.
Głos Mysłowic: Jak to?
Krzysztof Bąk: Od razu poprosiliśmy o kompleksową dokumentację pewnych „inwestycji” MZGK. Pani dyrektor odpisała nam, że nie ma czegoś takiego jak „całościowa, kompleksowa” dokumentacja. Więc prosi o wskazanie konkretnych dokumentów. No ale my chcieliśmy wszystkie. Kilka mejli i pism z panią dyrektor już wymieniłem, więc widzę, że to jest reguła.
Głos Mysłowic: Reguła na co?
Krzysztof Bąk: Albo na unikanie trudnych pytań, albo na granie na nosie, tym, którzy jej ślepo nie wspierają. Z tych wspierających, jak sądzę z tego, co słyszę poza sesyjnym mikrofonem, to głównie pan prezydent ufa jej bezkrytycznie i dlatego może robić, co chce i jak chce. Ale myślę, że to raczej jej sposób na takie drobne złośliwości dla tych pytających. Dość powiedzieć, że do tej pory nie udostępniła mi dokumentów dotyczących Powstańców 12 i 12a, a zgodnie z prawem, miejski radny ma wgląd w każdy miejski dokument. Pani dyrektor, jak widać, inaczej interpretuje prawo.
Głos Mysłowic: Dyrektor MZGK pokazała w social mediach zdjęcie szafy z segregatorami gotowymi do przejrzenia i napisała, że czekają.
Krzysztof Bąk: Niech czekają naszykowane. To że nie przejrzymy ich jako komisja rewizyjna, nie oznacza, że nie zajrzymy do nich jako radni. Jest co sprawdzać i co kontrolować.
Głos Mysłowic: Co na przykład?
Krzysztof Bąk: Na miano inwestycji stulecie powinno zasługiwać zaangażowanie MZGK w remont kamienicy przy Powstańców 21. Najpierw kierowany przez Małgorzatę Książek-Grelewicz zakład zainwestował w wymianę ogrzewania, później w termomodernizację. W sumie kilka milionów złotych. Dziś nikt tam nie mieszka.
Głos Mysłowic: Jak to?
Krzysztof Bąk: Na końcu okazało się, że fundamenty są w złym stanie, czego nikt nie sprawdził i mieszkańców przeprowadzono do innych mieszkań. Dlaczego ich nie naprawiono, dlaczego jednak nie dorzucono kolejnych złotówek, skoro wydano już kilka milionów. To tajemnica. Nie wiem, czy ktoś stawiał te pytania w poprzedniej kadencji, ale w tej stawiam je ja i nie znam odpowiedzi. Moim zdaniem powinny na nie odpowiedzieć odpowiednie służby.
Głos Mysłowic: Na ostatniej sesji Rady Miasta powiedział pan, że nie będziecie uczestniczyli w grach i zabawach rządzącej koalicji?
Krzysztof Bąk: Nie będziemy. Bo po co? Jest tyle ważnych spraw i problemów do rozwiązania w Mysłowicach, a koalicja Dariusza Wójtowicza bawi się w odwoływania trzeciego wiceprzewodniczącego Rady Miasta, tylko dlatego, że reprezentuje największy klub radnych.
Głos Mysłowic: Chciano odwołać i odwołano reprezentanta Waszego klubu.
Krzysztof Bąk: To właśnie taka zabawa, inspiracja – jak słychać w kuluarach – wiceprezydenta Targosia. Przymierzali się do tego już wcześniej, może nawet od samego początku kadencji, bo trzeba przypomnieć, że nie mieli najmniejszego zamiaru wpuszczać do prezydium Rady Miasta przedstawiciela opozycji. Wtedy im nie wyszło, bo w tajnym głosowaniu, jeden z przedstawicieli koalicji PiS-Wdm uznał, że tej zasadzie demokracji, że w prezydium są reprezentowane wszystkie kluby, jednak warto hodłować i poparł Antka. W tajnym, powtarzam głosowaniu! To dlatego teraz radni WdM demonstracyjnie pokazywali karty do głosowania wiceprezydentowi Chmielowi. A przecież głosowanie jest tajne! Gdyby było tajne, Targoś, Chmiel i Wójtowicz, nie mieliby gwarancji, że się uda.
Głos Mysłowic: Udało się. Co teraz?
Krzysztof Bąk: Pewno będą chcieli wsadzić na miejsce Antka kogoś swojego. Dziś WdM ma tam dwóch reprezentantów, PiS – jednego. Pora wyrównać siły w koalicji (śmiech). Dla nas to nie oznacza absolutnie nic, bo – po pierwsze – nie przyszliśmy do Rady, by dzielić się funkcjami i nie ma znaczenia, czy ktoś jest przewodniczącym, wiceprzewodniczącym, czy szeregowym radnym, po drugie – nie mamy zamiaru uczestniczyć w tych ich gierkach i harcach.
Głos Mysłowic: Może to „zachęta” do większej współpracy z prezydentem?
Krzysztof Bąk: Na każdej sesji, na każdej komisji, na każdym spotkaniu współpracujemy z prezydentem i jego świtą.
Głos Mysłowic: Jak to? Prezydent mówi, że jesteście betonową, rzucającą kłody pod nogi opozycją?
Krzysztof Bąk: Zgłaszając zastrzeżenia do przygotowanych przez niego uchwał i projektów, podpowiadając lepsze rozwiązania, tłumacząc, że trzeba słuchać mieszkańców.
Głos Mysłowic: Wasze głosy coś dają?
Krzysztof Bąk: Wciąż mam nadzieję, że dadzą, ale praktycznie za każdym razem mam wrażenie, że jest to mówienie do ściany. Mawia się czasem, że ściany mają uszy, ale w tym przypadku, jak coś wpadnie prawym, to zaraz wylatuje lewym uchem.
Głos Mysłowic: Nie zostaje nic?
Krzysztof Bąk: Czasem mam wrażenie, że połowa Rady Miasta i rządzący nie mają pojęcia, o czym mówimy, że nie rozumieją podstawowych rzeczy.
Głos Mysłowic: Jakich na przykład?
Krzysztof Bąk: Przypominam sobie taką dyskusję na temat kondycji finansowej mysłowickiego MPWiK-u. Nie każdy musi znać się na sprawach finansowych, kapitałowych – jasne. Ale w gronie rządzących powinna być przynajmniej jedna osoba, która potrafi ze zrozumieniem przeczytać sprawozdanie finansowe spółki. A z niego wynikało, że pewne wskaźniki uległy pogorszeniu, że należałoby się zastanowić, czy firma jest dobrze zarządzana. Nie chodzi mi tylko o to, że nagle dramatycznie powiększyła się roczna strata – bo to kłuje w oczy od razu. Ale o świadomość, że np. suma tych rocznych strat MPWiK-u lada chwila może przekroczyć połowę wartości całego kapitały, w uproszczeniu – majątku spółki. To powinien być dla rządzących wielki alarmowy dzwon, sygnał do rozpoczęcia restrukturyzacji, szukania oszczędności. A nie był. Miałem wrażenie mówiąc o tym, że w prezydenckich ławach nikt nie miał pojęcia, jak wielkie zagrożenie czai się za rogiem.
Głos Mysłowic: A czai się?
Krzysztof Bąk: Wystarczy jedna, dwie kolejne takie kilkumilionowe roczne straty MPWiKu, by ich suma z ostatnich przekroczyła połowę kapitału. Wtedy nasz dostawca wody zostanie uznany przez instytucje, banki za spółkę w trudnej sytuacji i nie będzie na przykład mógł ubiegać się o dotacje z różnych funduszy, na remont czy rozbudowę sieci wodociągowej właśnie. A ta, jak wiadomo, jest w opłakanym stanie. Na początku roku mieliśmy szereg awarii na Piasku, na Rymerze. Dość powiedzieć, że w tej pierwszej dzielnicy wiele kamienic wciąż czeka na skanalizowanie. A na inwestycje nie ma pieniędzy. Ostrzegając o tym, usłyszeliśmy, że spółka się stara, oszczędza i zasadniczo jest fajnie, a będzie lepiej. Kilka miesięcy później dowiedzieliśmy się, że prezydent chce sprzedać MPWiK – Górnośląskiemu Przedsiębiorstwu Wodociągowemu.
Głos Mysłowic: Ten temat wraca po raz kolejny?
Krzysztof Bąk: I na tym przykładzie widać, jak bardzo krótkowzroczna, jak bardzo obliczona na chwilowy poklask wyborców są działania Dariusza Wójtowicza. Nie byłem wtedy radnym, ale pamiętam, że kilka lat temu MPWiK był mniej zadłużony, podjęto działania restrukturyzacyjne i GPW – samorządowy, wojewódzki producent wody, był zainteresowany jej przejęciem. Wtedy Wójtowicz krzyczał, że to szabrowanie miejskiego majątku. GPW się wycofało. Dziś, gdyby miało kupić, to za cenę zapewne dużo niższą, bo – przypomnę – przez kilka lat MPWiK – znacznie zwiększył swoje straty.
Głos Mysłowic: Finanse to chyba pana konik? Często zabiera Pan głos w tych sprawach?
Krzysztof Bąk: Interesuję się finansami, jestem zwolennikiem zbilansowanego zarządzania budżetem, nie zadłużania się po uszy. Niestety nie znajduję sojuszników tego spojrzenia po stronie władzy wykonawczej.
Głos Mysłowic: Jaka jest obecnie sytuacja finansowa Mysłowic.
Krzysztof Bąk: Na początku roku wydawało mi się, że możemy nieco odetchnąć, bo obecny rząd, stara się odbudować co zdewastował PiS przez 8 lat, czyli finansowanie samorządów. Budżet Mysłowic jest o ponad 100 mln zł większy niż rok wcześniej. Wydawało mi się, że to może być pierwszy krok do stabilizacji mysłowickich finansów, ale teraz już nie jestem przekonany, że tak będzie.
Głos Mysłowic: Dlaczego?
Krzysztof Bąk: Na ostatniej sesji okazało się, że braki w edukacji są oszacowane na mniej więcej 65 mln zł. To dla porównania, dwukrotnie więcej, niż w ubiegłym roku nie zapłaciliśmy ZUS-ów w terminie. Od wielu miesięcy nie widać absolutnie żadnych decyzji, które skutkowałyby jakimiś oszczędnościami w szeroko rozumianym mieście.
Głos Mysłowic: W ubiegłym roku zwolniono albo obcięto etaty pracownikom administracji i obsługi w edukacji.
Krzysztof Bąk: Tak! Pracujący za niewiele więcej niż miesięczną pensję stracili wypłaty, a kilka miesięcy później dyrektor MZGK tak zmieniła siatkę płac, że swoim kierownikom mogła płacić nie 6,5 tys. zł a 11 tys. zł.
Głos Mysłowic: Naprawdę?
Krzysztof Bąk: Tak, pytałem o to dyrektorkę MZGK na jednej z komisji rewizyjnych i powiedziała, że musiała podnieść płace, by zatrzymać fachowców. Jej zdaniem stworzone w Katowicach Ministerstwo Przemysłu, oferuje takie pensje, że musi walczyć z odpływem pracowników. Przejrzałem później oferty pracy w tym ministerstwie i widziałem, że szukają specjalistów, owszem, ale od paliw kopalnych, poważnych przemysłowych tematów. Jeżeli tacy pracowali w MZGK, to ja się nie dziwię, że z remontami komunalnych mieszkań idzie średnio.
…
Druga część rozmowy w najbliższym czasie.