Są momenty, w których lokalna polityka przestaje być sporem o miasto, a zaczyna przypominać brutalną pokazówkę siły. Taką właśnie pokazówkę urządziło środowisko medialne sprzyjające prezydentowi Dariuszowi Wójtowiczowi, uderzając w Mateusza Partykę – osiemnastoletniego maturzystę, młodego społecznika, osobę zaangażowaną w życie miasta i, co szczególnie ważne, osobę neuroatypową, funkcjonującą w spektrum autyzmu.
To nie była polemika. To nie była krytyka. To nie była odpowiedź na pytanie zadane w interesie mieszkańców. To był publiczny lincz ubrany w pseudoartykuł.
Portal Mysłowice.Net, przez wielu mieszkańców nazywany już wprost „Mysłowice.hejt”, opublikował materiał, w którym młody człowiek został potraktowany jak wróg polityczny, którego trzeba ośmieszyć, upokorzyć i odstraszyć od dalszego działania. Zamiast argumentów pojawiły się wyzwiska. Zamiast faktów – insynuacje. Zamiast merytorycznej odpowiedzi – prymitywna propaganda.
Mateusz Partyka zadał pytanie proste i w pełni uzasadnione: dlaczego miejskie obchody Dnia Ziemi odbyły się na terenie prywatnego parku w Kosztowach, a nie w publicznych, miejskich przestrzeniach, takich jak Park Zamkowy, Promenada czy Park Słupna? To pytanie mogło paść z ust każdego mieszkańca. Mogło paść z ust radnego. Mogło paść z ust dziennikarza. Mogło paść z ust rodzica, nauczyciela, społecznika.
I co zrobiło otoczenie władzy?
Nie odpowiedziało. Zaatakowało.
W tekście opublikowanym przez Mysłowice.Net nazwano młodego człowieka „komisarzem partyjnym”, „politycznym podlotkiem”, zarzucono mu „rozsiewanie bredni”, brak wiedzy, służalczość i działanie na rzecz politycznych idoli. To język nie dziennikarstwa, ale politycznej pałki. Język ludzi, którzy nie potrafią wygrać argumentem, więc próbują złamać człowieka.
Najbardziej obrzydliwe jest jednak to, że ten atak wymierzono w osiemnastolatka, który właśnie zdaje maturę. W młodego człowieka stojącego u progu dorosłości. W kogoś, kto zamiast dostać od miasta sygnał: „dobrze, że się interesujesz sprawami publicznymi”, otrzymał komunikat: „zamknij się, bo cię publicznie zniszczymy”.
To jest pedagogika strachu w najczystszej postaci.
A jeżeli dodamy do tego fakt, że Mateusz jest osobą w spektrum autyzmu, z zespołem Aspergera, sprawa staje się jeszcze bardziej bulwersująca. Nie mówimy tu o „chorobie”, bo spektrum autyzmu nie jest chorobą. Mówimy o neuroróżnorodności, o neuroatypowości, o innym sposobie funkcjonowania, odbierania bodźców, komunikacji i przeżywania świata. Dlatego publiczne szczucie, wyśmiewanie i wystawianie takiej osoby na brutalny atak medialny jest nie tylko politycznie podłe. Jest zwyczajnie nieludzkie.
I właśnie w tym miejscu trzeba zadać pytanie najważniejsze: gdzie jest prezydent Dariusz Wójtowicz?
Gdzie jest człowiek, który powinien być prezydentem wszystkich mieszkańców, także tych młodych, niewygodnych, krytycznych i zadających pytania? Gdzie jest gospodarz miasta, kiedy związane z jego obozem medialne zaplecze urządza publiczną nagonkę na maturzystę? Gdzie jest stanowcze odcięcie się od tego języka? Gdzie jest jasne: „nie akceptuję ataków personalnych na młodego mieszkańca”?
Nie ma.
Jest cisza.
A ta cisza brzmi jak przyzwolenie.
Bo Dariusz Wójtowicz od lat buduje wokół siebie system, w którym krytyka jest traktowana jak zdrada, pytania jak atak, a niezależne głosy jak wrogowie do wyeliminowania. Ten system nie potrzebuje debaty. On potrzebuje wroga. Raz jest nim radny, raz dyrektor, raz związkowiec, raz dziennikarz, a teraz – osiemnastoletni maturzysta z kamerą.
To pokazuje skalę upadku lokalnej władzy.
Jeżeli prezydenckie środowisko musi sięgać po propagandową grafikę, stylizowaną na czerwony plakat agitacyjny, z hasłem „Towarzysze serc i postępu!”, żeby uderzyć w młodego człowieka, to znaczy, że nie mamy do czynienia z siłą. Mamy do czynienia z paniką. Z nerwową reakcją ludzi, którzy boją się kamery, pytania i jednego zdania: „dlaczego?”.
Bo Mateusz nie zrobił nic złego. Nie zaatakował dzieci uczestniczących w wydarzeniu. Nie zakłócił obchodów. Nie zniszczył miejskiej uroczystości. Zadał pytanie o wybór lokalizacji miejskiego wydarzenia i wykonywał dziennikarską pracę, relacjonując wydarzenie dla mieszkańców.
To wystarczyło, by uruchomić machinę pogardy.
W normalnym mieście władza odpowiedziałaby: wybraliśmy to miejsce z takich i takich powodów. W normalnym mieście urząd przedstawiłby argumenty. W normalnym mieście prezydent nie pozwoliłby, by jego polityczne zaplecze medialne pastwiło się nad nastolatkiem. Ale Mysłowice pod rządami Dariusza Wójtowicza coraz częściej wyglądają jak miasto, w którym zamiast standardów demokracji obowiązuje zasada: kto krytykuje władzę, ten zostanie publicznie napiętnowany.

To już nie jest tylko problem Mysłowice.Net.
To jest problem całego stylu rządzenia.
Stylu, w którym mieszkańców dzieli się na „swoich” i „wrogów”. Stylu, w którym media przychylne władzy wykonują brudną robotę za polityków. Stylu, w którym zamiast transparentności mamy propagandę, zamiast rozmowy – obelgi, zamiast odpowiedzialności – zastraszanie.
Atak na Mateusza Partykę jest więc czymś więcej niż jednym obrzydliwym wpisem. To objaw choroby lokalnej polityki, choć nie tej, którą niektórzy chcieliby przypisać młodemu człowiekowi. To choroba władzy, która zbyt długo była przekonana, że może wszystko. Że może wyśmiać każdego. Że może poniżyć każdego. Że może przykleić każdemu łatkę, jeśli tylko ten ktoś zada niewygodne pytanie.
Szczególnie haniebna jest próba wykorzystania wieku Mateusza przeciwko niemu. Sugestie, że „był jeszcze w podstawówce”, gdy remontowano parki, są nie tylko złośliwe. Są głupie. Bo młody wiek nie odbiera prawa do opinii. Nie odbiera prawa do obywatelskiej aktywności. Nie odbiera prawa do patrzenia władzy na ręce.
Wręcz przeciwnie – to młodzi ludzie będą żyć w tym mieście najdłużej. To oni będą ponosić konsekwencje decyzji dzisiejszej władzy. To oni mają pełne prawo pytać, dlaczego miejskie wydarzenia odbywają się tu, a nie gdzie indziej. To oni mają prawo sprawdzać, nagrywać, relacjonować i rozliczać.

I właśnie dlatego ten atak jest tak niebezpieczny. Bo jego celem nie było tylko uderzenie w Mateusza. Celem było wysłanie sygnału do innych młodych ludzi: nie próbujcie. Nie zadawajcie pytań. Nie wchodźcie w sprawy miasta. Nie interesujcie się polityką, bo zostaniecie zmieleni przez lokalną propagandę.
To jest antyobywatelskie. Antydemokratyczne. Antywychowawcze.
Prezydent Dariusz Wójtowicz powinien dzisiaj publicznie przeprosić Mateusza Partykę i jednoznacznie potępić ten atak. Powinien powiedzieć, że w Mysłowicach nie ma miejsca na szczucie młodych mieszkańców. Powinien odciąć się od języka pogardy i od propagandowych metod, które uderzają w osoby zadające pytania.
Ale czy to zrobi?
Trudno w to uwierzyć.
Bo ta sprawa obnaża coś bardzo niewygodnego: że prezydencki obóz nie boi się brutalności. On z niej korzysta. Nie wstydzi się hejtu. On go politycznie konsumuje. Nie odcina się od nagonki. On pozwala jej działać, dopóki uderza w „właściwych” ludzi.
Tylko że tym razem uderzono w młodego człowieka. W maturzystę. W osobę neuroatypową. W kogoś, kto miał odwagę zapytać o sprawę publiczną.
I tego nie da się przykryć żadnym propagandowym plakatem.
Mateusz Partyka odpowiedział spokojnie, z godnością i dojrzałością większą niż ta, którą zaprezentowali jego atakujący. Nie zszedł do poziomu rynsztoka. Nie odpowiedział wyzwiskiem na wyzwisko. Przypomniał, że ma prawo działać, pytać i relacjonować. I właśnie tym wygrał moralnie z całą tą prezydencką machiną pogardy.
Bo w tej historii naprawdę nie chodzi o to, czy ktoś zgadza się z Mateuszem w sprawie lokalizacji Dnia Ziemi. Można się z nim zgadzać albo nie. Można polemizować. Można przedstawiać kontrargumenty. Ale nie wolno robić z młodego mieszkańca celu politycznej nagonki.
Władza, która pozwala na takie metody, traci moralne prawo do pouczania kogokolwiek o kulturze debaty.
Władza, która boi się osiemnastolatka z kamerą, sama wystawia sobie świadectwo.
Władza, która zamiast rozmawiać, uruchamia medialne szczucie, pokazuje nie siłę, lecz własną małość.
I właśnie dlatego ten atak nie skompromitował Mateusza Partyki. Skandalicznie skompromitował środowisko Mysłowice.Net i polityczne zaplecze Dariusza Wójtowicza.
Bo kiedy cała machina propagandy musi ruszyć przeciwko maturzyście, to znaczy, że ta władza naprawdę zaczyna się bać.
A skoro boi się pytań młodego człowieka, to mieszkańcy powinni pytać jeszcze głośniej.

grafika: Myslowice.net vel Myslowice.hejt





