Mikołowska gadzinówka poucza Mysłowice

Udostępni

W Mysłowicach słowo „lokalne” bywa odmieniane przez różnorodne przypadki. Lokalna troska, lokalne sprawy, lokalne media, lokalna debata. Tylko gdy zajrzeć za kulisy niektórych tytułów, okazuje się, że ta lokalność kończy się szybciej, niż zaczyna się pierwsza linijka stopki redakcyjnej.

Nieprzyjazny portal

Najbardziej jaskrawy jest tu przykład Mysłowice.net. Portal przez lata przedstawiano jako „przyjazny”, obywatelski, bliski mieszkańcom, reagujący na sprawy miasta. Tyle że dziś w stopce portalu widnieje F-Press sp. z o.o., firma z Mikołowa. Firma związana z Jerzym Filarem, człowiekiem lokalnej prasy, który od lat porusza się po śląskim rynku gazet, portali, reklam i samorządowych narracji.

Portal myslowice.net od dawna żywi się hejtem.

Może nie byłoby w tym jeszcze nic zdrożnego, bo o Mysłowicach może pisać ktoś z Mikołowa, Katowic, Jaworzna, Sosnowca czy Warszawy. W końcu dziennikarstwo nie kończy się na granicy administracyjnej miasta. Jednak od dawna medium z mikołowskim zapleczem pozwala sobie na pouczanie innych, kto jest „lokalny”, kto jest „obcy”, kto ma moralne prawo pisać o Mysłowicach, a kto zasługuje na łatkę „gadzinówki”.

Nie kto inny, jak właśnie Myslowice.net wielokrotnie używało wobec „Co Tydzień” określenia „jaworznicka gadzinówka”. Określenie „gadzinówka” nie jest po prostu polemiką na zasadzie: „nie zgadzamy się z tą publikacją”. „Przyjazny portal” z siedzibą w Mikołowie stara się wmówić mieszkańcom – nie czytajcie ich, nie słuchajcie, oni nie są medium, oni są wrogiem.

W stopce redakcyjnej myslowice.net widnieje mikołowska firma F-Press sp. z o. o. należąca do Jerzego Filara.

Ironia wracająca jak bumerang

Jeśli „jaworznickość” ma być grzechem, to co zrobić z „mikołowskością”? Jeśli „Co Tydzień” można było przez lata odczłowieczać jako „jaworznicką gadzinówkę”, to jak nazwać portal prowadzony przez firmę z Mikołowa, który w Mysłowicach zarabia uwagę, wpływy, reklamowy rynek i polityczne znaczenie? Mikołowska gadzinówka? A może to zewnętrzne zaplecze medialne, które ubrało się w mysłowickie barwy i zaczęło pouczać mieszkańców, kto jest swój, a kto obcy?

Myslowice.net szczuje na „Co Tydzień” nazywając gazetę „jaworznicką gadzinówką”, pomimo że dziennikarze „Co Tydzień” są z Mysłowic, a redakcja myslowice.net znajduje się w Mikołowie.

Szczególnie przewrotne jest tu nazwisko Grażyny Haski, redaktor naczelnej „Co Tydzień Mysłowice”. Można się z nią zgadzać albo nie, ostro polemizować z jej tekstami, punktować błędy, można nie lubić jej stylu, można nie podzielać jej ocen. Ale trudno udawać, że jest kimś przywiezionym do Mysłowic w teczce z zewnątrz. To osoba od pół wieku mieszkająca w naszym mieście, znająca jego rytm, ludzi, konflikty i rozumiejąca tożsamość. Tymczasem Jerzy Filar, którego firma widnieje w stopce Mysłowice.net i który stoi za innymi tytułami obecnymi w mieście, nigdy mieszkańcem Mysłowic nie był, zakładał Stowarzyszenie Rozwoju i Promocji Ziemi Mikołowskiej.

Jerzy Filar związany jest z F-Press i mikołowskim stowarzyszeniem.

Nie chodzi więc o licytację na meldunek, a o uczciwość. Jeśli ktoś spoza miasta przykleja łatkę „jaworznickiej gadzinówki” osobie i redakcji zakorzenionej w mysłowickiej debacie od lat, to sam wystawia się na pytanie o własne zaplecze, własne interesy i własną lokalność. A Mysłowice.net zbyt często o tym zapominało.

Założyciel mikołowskiego stowarzyszenia uważa, że jego portal ma prawo odbierać mysłowickość tutejszym dziennikarzom?

Język nienawiści

Wystarczy porównać język używany wobec osób niewygodnych dla miejskiej władzy oraz gdy bohaterem tekstów jest Dariusz Wójtowicz. W przypadku prezydenta portal pisze językiem urzędowej laurki. Wójtowicz „walczy”, „ratuje”, „wyjaśnia”, „uspokaja”, „pozyskuje”, „chroni mieszkańców”, „staje po właściwej stronie”. Gdy jednak pojawiają się jego krytycy, ton nagle się zmienia i wchodzą „hejterzy”, „manipulacje”, „partyjniacy”, „jątrzenie”, „polityczne gry”, „gadzinówki”, „szczucie” i inne słowa, które nie służą opisowi rzeczywistości, a obrzydzeniu.

Myslowice.net nie potrafi w normalną polemikę. Tam musi pojawić się nienawiść.

Publicystyka oblężonej twierdzy

W tej twierdzy Wójtowicz i jego zaplecze są obrońcami miasta, a krytycy władzy stają się wrogami publicznymi. Radny, który pyta o szpital przeistacza się w „hejtera”, dziennikarka, która publikuje niewygodny tekst, staje się częścią „gadzinówki”. Tak buduje się klimat, w którym spór o budżet, szpital, szkołę, halę czy miejskie decyzje przestaje być sporem o fakty, a staje się moralną wojną.

Z dokumentu Sądu Okręgowego wynika, że w przeszłości redaktorem naczelnym Myslowice.net był Dariusz Wójtowicz – dzisiejszy prezydent Mysłowic. To informacja kluczowa, bo nie mówimy już tylko o portalu, który z jakichś powodów lubi obecnego prezydenta, czy życzliwej linii redakcyjnej. Obecny prezydent był kiedyś formalnie związany na najwyższym poziomie redakcyjnym „przyjaznego portalu”. Czy Mysłowice.net jest dziś niezależnym obserwatorem władzy, czy raczej medialną tarczą prezydenta?

Nie kto inny jak obecny prezydent Wójtowicz kierował myslowice.net i jak wynika z sądowego wypisu, jeszcze w czasach, gdy piastował funkcję prezydenta.

Filar hejtu

To pytanie jest tym bardziej zasadne, że Jerzy Filar nie pojawia się w Mysłowicach przypadkiem. Był on redaktorem naczelnym „Życia Mysłowic”, tytułu z czasów niesławnej pamięci Grzegorza Osyry. Dziś F-Press stoi nie tylko za Myslowice.net, ale wydaje także „bezpłatną”, uległą wobec prezydenta gazetkę „Nasze Mysłowice”. W stopce pojawia się Jerzy Filar tym razem jako sekretarz redakcji. Mamy więc nie pojedynczy portal, ale cały ekosystem lokalnych tytułów, w którym prasa, reklama, samorządowy PR i polityczna publicystyka mieszają się w trudną do rozplątania całość.

Jerzy Filar stoi za innym pismem wspierającym prezydenta, czyli „bezpłatną” gazetą „Nasze Mysłowice”. Jak myślicie kto płaci za tą propagandę?

Mieszkańcy mają prawo pytać nie tylko o to, kto napisał konkretny tekst, ale także kto wydaje tytuł, kto na nim zarabia, kto kupuje reklamy, kto zamawia promocję, kto korzysta na określonej linii redakcyjnej, kto bierze odpowiedzialność za język, który uderza w konkretne osoby, kto podpisuje się pod strategią portalu, który jednych głaszcze po głowie, a innych okłada wulgarnymi epitetami?

Za czasów Grzegorza Osyry Jerzy Filar prowadził jego propagandę.

W normalnej redakcji nazwisko redaktora naczelnego nie jest dekoracją, a informacja o odpowiedzialności. Jeżeli medium publikuje ostre, personalne materiały, a jednocześnie chowa realną odpowiedzialność za nazwą spółki, to mieszkańcom powinna zapalić się czerwona lampka.

Najprostszy test niezależności lokalnego medium jest banalny: czy tak samo chętnie pyta władzę o błędy, jak opozycję o intencje? Czy równie ostro rozlicza prezydenta, gdy coś nie wychodzi, jak radnych, którzy go krytykują? Czy potrafi napisać niewygodny tekst o swoich politycznych faworytach? W przypadku Mysłowice.net i „Naszych Mysłowic” odpowiedź przychodzi sama po kilku minutach lektury.

Bo lokalna prasa nie jest od kadzenia władzy i przyklejania ludziom pogardliwych etykiet. Może być ostra, może być bezczelna, może być publicystyczna, może mieć charakter i pazur. Ale jeśli przez lata nazywa innych „gadzinówką”, sama powinna szczególnie uważać, żeby nie wyglądać jak biuletyn dworski w przebraniu portalu informacyjnego.

Od lat myslowice.net pozwalają sobie na obrażanie redaktor Grażyny Haskiej i innych mieszkańców, często nie podpisują tych tekstów.

Dlatego dziś warto zapytać spokojnie o to, kto naprawdę opowiada nam Mysłowice? Kto na tej opowieści zarabia? Dlaczego firma z Mikołowa może pouczać mieszkańców o lokalności, a jednocześnie jej medialne otoczenie latami rzucało w innych określeniem „jaworznicka gadzinówka”? Dlaczego osoba mieszkająca w Mysłowicach od pół wieku ma być przedstawiana jako element obcej propagandy, a człowiek, który nigdy tu nie mieszkał, może zza mikołowskiego biurka współdecydować o tym, kto w mieście zostanie bohaterem, a kto czarnym charakterem? Ktoś z Mikołowa od lat próbuje urządzać nam w Mysłowicach lincz, skłócać mieszkańców i psuć atmosferę i jeszcze na tym zarabiać z publicznych środków.

Marcin Stroński

5 2 głosów
Ocena artykułu
Subskrybcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najnowszy
najstarszy najwięcej głosów
Wbudowane opinie
Zobacz wszystkie komentarze
Scroll to Top