Jeszcze jako młody polityk lewicy Dariusz Wójtowicz chciał, aby w Mysłowicach stanął pomnik Fidela Castro. Kubańskiego dyktatora przedstawiał jako prawdziwego lewicowca i bronił przed zarzutami o stworzenie reżimu. Dziś ten sam Dariusz Wójtowicz współpracuje z Prawem i Sprawiedliwością, oficjalnie popierał Mateusza Morawieckiego, a obecnie zasiada w Radzie Samorządu Terytorialnego przy prezydencie Karolu Nawrockim. Gdyby polityczne poglądy zbierały punkty za długość przebytej drogi, prezydent Mysłowic miałby już platynową kartę stałego podróżnika.
Historia zaczyna się ponad dwie dekady temu. Dariusz Wójtowicz nie był wówczas żadnym „bezpartyjnym samorządowcem ponad podziałami”. W jego własnym materiale wyborczym z 2010 roku przypominano, że od 1996 roku był związany z szeroko rozumianą lewicą, należał do założycieli SLD w województwie śląskim, a przez wiele lat przewodniczył klubowi radnych SLD, a następnie Lewicy i Demokratów w mysłowickiej Radzie Miasta.
I właśnie w tym okresie pojawił się pomysł, który po latach brzmi wręcz surrealistycznie.
Towarzysz Fidel zasługuje na cokół
W 2003 roku Wójtowicz zaproponował, aby w Mysłowicach postawić pomnik Fidela Castro. Nie figurę górnika, nie zasłużonego mysłowiczanina, nie lokalnego bohatera. Castro.
Archiwalne materiały prasowe potwierdzają, że propozycję radnego potraktowano początkowo jak żart, ale temat trafił do regionalnych mediów. Ostatecznie podczas Spotkania Gwarków w kopalni Mysłowice w styczniu 2004 roku odsłonięto popiersie kubańskiego przywódcy – już w formule happeningu. Ówczesny prezydent Grzegorz Osyra zaznaczał nawet, że prywatnie nie uważa, by taki monument powinien stanąć w mieście.
Jeszcze ciekawsze są słowa przypisywane samemu Wójtowiczowi w zachowanym archiwalnym przedruku dyskusji z 2003 roku. Castro miał być dla młodego radnego „wzorem komunisty”, a sam Wójtowicz przedstawiał go jako prawdziwego lewicowca zasługującego na wyróżnienie. Przekonywał również, że kubański przywódca nie stworzył reżimu i nie jest mordercą.
Trzeba przyznać: jak na dzisiejsze standardy polityczne prawicy, CV dość niecodzienne.
Miał jednoczyć lewicę. Lewica ciągle się dzieliła
Polityczna biografia Wójtowicza na tym się oczywiście nie kończy.
Przez lata próbował budować wokół siebie lokalne środowisko lewicowe i centrolewicowe. W 2011 roku klub „Wspólnie dla Mysłowic” tworzyli m.in. Dorota Konieczny-Simela, Edmund Sawicki, Antoni Zazakowny i Dariusz Wójtowicz, a sam projekt przedstawiano wręcz jako próbę scalenia rozbitej mysłowickiej lewicy i centrolewicy.
Brzmiało ambitnie.
Gorzej poszło z trwałością.
Po wyborach w 2014 roku z list Wspólnie dla Mysłowic mandaty zdobyli m.in. Joanna Frysztacka, Wojciech Chmiel, Edmund Sawicki, Antoni Zazakowny, Wiesław Tomanek i Dariusz Wójtowicz. Już w październiku 2015 roku klub został formalnie rozwiązany.
Czyli ugrupowanie, które miało scalać lewicę, samo nie dotrwało w tej formule nawet do połowy kadencji.
Polityczny cement najwyraźniej miał dość krótki termin przydatności.
Co ciekawe, jeszcze w lutym 2015 roku wojewódzkie władze SLD, po rozwiązaniu dotychczasowych struktur partii w Mysłowicach, powierzyły właśnie Wójtowiczowi zadanie ich odbudowy. Sam deklarował wówczas, że jego celem jest stworzenie w mieście „silnej lewicowej organizacji”.
Patrząc z perspektywy 2026 roku, trudno oprzeć się wrażeniu, że projekt odbudowy lewicy zakończył się sukcesem dość nietypowym: jego autor ostatecznie znalazł politycznych partnerów przede wszystkim po prawej stronie.
Najpierw Lasok, potem Sosnowiec
W 2014 roku Wójtowicz po raz pierwszy poważnie ruszył po fotel prezydenta Mysłowic. W pierwszej turze zdobył 20,41 proc. głosów i wszedł do drugiej tury z Edwardem Lasokiem. Ostatecznie wybory przegrał.
Po tej porażce w jego zawodowym życiorysie pojawia się Sosnowiec.
Oficjalne biografie potwierdzają, że w 2016 roku Dariusz Wójtowicz został pełnomocnikiem Spółdzielni Mieszkaniowej „Hutnik” w Sosnowcu. Funkcję tę pełnił do początku 2019 roku.
Sama spółdzielnia nie była wcześniej wolna od kontrowersji. W 2014 roku media informowały, że prokuratura badała transakcję dotyczącą kupna i późniejszej sprzedaży należącego do niej gruntu. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć: działo się to przed rozpoczęciem pracy Wójtowicza w „Hutniku”, więc nie ma podstaw, by łączyć go z tamtym postępowaniem.
Sosnowiecki etap jest jednak ciekawy z innego powodu. To właśnie wtedy Wójtowicz coraz wyraźniej budował wizerunek polityka, który potrafi funkcjonować poza tradycyjnym partyjnym szyldem.
A potem nadszedł rok 2018.
A potem przyszedł Mateusz
Minęły lata. Fidel Castro odszedł, pomnik nie stanął, czerwone sztandary schowano do politycznej szafy, a Dariusz Wójtowicz rozpoczął fascynującą podróż w kierunku zupełnie innych towarzyszy.
W 2023 roku nie było już mowy o kubańskiej rewolucji. Był za to premier Mateusz Morawiecki.
Podczas spotkania wyborczego PiS w Centralnym Muzeum Pożarnictwa Wójtowicz oficjalnie poparł Morawieckiego w wyborach parlamentarnych.
Mówił wtedy, że premier jest „naszym przyjacielem” i deklarował jego wsparcie w Mysłowicach.
Czyli mniej więcej dwadzieścia lat wcześniej: Fidel Castro.
Dwadzieścia lat później: Mateusz Morawiecki.
Polityczny GPS najwyraźniej przez te lata kilka razy wyznaczał trasę od nowa.
Od SLD do koalicji z PiS
Jeszcze ciekawiej zrobiło się po wyborach samorządowych w 2024 roku.
Komitet Dariusza Wójtowicza „Wspólnie dla Mysłowic” zdobył siedem mandatów, PiS pięć. Niedługo później oba środowiska rozpoczęły współpracę dającą większość w Radzie Miasta. Przewodniczącym rady został Mariusz Wielkopolan z PiS. W lokalnej polityce układ WdM-PiS funkcjonuje już jako realna większość rządząca.
W czerwcu 2026 roku właśnie głosami radnych Wspólnie dla Mysłowic oraz PiS Dariusz Wójtowicz otrzymał absolutorium i wotum zaufania – 13 głosów do 10.
Towarzysz Fidel chyba przecierałby okulary.
A na końcu drogi… Karol Nawrocki
Ale prawdziwą wisienką na ideologicznym torcie jest rok 2026.
Prezydent RP Karol Nawrocki powołał Radę Samorządu Terytorialnego. Na oficjalnej stronie Kancelarii Prezydenta RP wśród członków rady widnieje:
Dariusz Wójtowicz – Prezydent Mysłowic.
Co więcej, znalazł się tam również jego zastępca Mateusz Targoś.
I tutaj historia zatacza koło tak idealne, że satyryk właściwie może odłożyć pióro.
Bo Karol Nawrocki jako prezes IPN był jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy dekomunizacji przestrzeni publicznej. Wzywał samorządy do usuwania pozostałości komunistycznej propagandy i podkreślał, że w przestrzeni publicznej wolnej Polski nie powinno być miejsca dla symboli systemu komunistycznego.
I właśnie przy takim polityku znalazł się dziś samorządowiec, który dwie dekady wcześniej proponował pomnik Fidela Castro.
Tego scenariusza nie wymyśliłby nawet Bareja.
Z Hawany do Pałacu Prezydenckiego
W sierpniu 2026 roku Wójtowicz uczestniczył już w uroczystości w Pałacu Prezydenckim z okazji pierwszej rocznicy zaprzysiężenia Karola Nawrockiego.
Na swojej stronie pisał o „ogromnej radości i dumie” oraz podkreślał znaczenie dobrych relacji między samorządem a prezydentem RP. Zapewniał, że współpraca z Karolem Nawrockim opiera się na wzajemnym szacunku i otwartości.
Czyli podsumujmy.
Najpierw działacz śląskiej lewicy i jeden z założycieli regionalnego SLD.
Potem pomysł pomnika Fidela Castro.
Następnie wieloletnia polityka „ponad podziałami”.
Później oficjalne poparcie Mateusza Morawieckiego.
Potem większość w Radzie Miasta z Prawem i Sprawiedliwością.
A na końcu Rada Samorządu Terytorialnego przy Karolu Nawrockim i uroczystości w Pałacu Prezydenckim.
Brakuje właściwie tylko zdjęcia, na którym ktoś symbolicznie przekazuje Wójtowiczowi czerwoną koszulę Che Guevary, a on wymienia ją na biało-czerwony krawat.
Poglądy ewoluują. Ale aż tak?
Oczywiście człowiek ma prawo zmieniać poglądy. Polityk również. Nie ma w tym nic nagannego.
Można w młodości być radykalnym lewicowcem, później przesunąć się do centrum, a następnie współpracować z prawicą. Życie trwa długo, świat się zmienia, ludzie również.
Problem zaczyna się wtedy, gdy polityczna metamorfoza jest tak spektakularna, że wyborcy mogą mieć problem z ustaleniem, gdzie właściwie znajdują się przekonania, a gdzie zaczyna się polityczna wygoda.
Dariusz Wójtowicz przeszedł drogę, której nie powstydziłby się zawodowy polityczny globtroter.
Od Fidela Castro do Karola Nawrockiego.
Od SLD do współpracy z PiS.
Od pomnika komunistycznego przywódcy do rady przy prezydencie kojarzonym z dekomunizacją.
Można powiedzieć jedno: konsekwencji ideologicznej trudno tu szukać.
Za to zdolności odnajdywania się w zmieniających się politycznych okolicznościach odmówić Dariuszowi Wójtowiczowi z pewnością nie można.
Fidel zapewne nie byłby zachwycony. Mateusz najwyraźniej nie miał z tym problemu. A Karol zaprosił do rady.
Polityka naprawdę potrafi pisać lepsze komedie niż satyrycy.
jarekbogocz
mat. wideo: tvp1





