Mysłowickiemu Szpitalowi Nr 2 im. dr. Tadeusza Boczonia grozi konieczność zwrotu co najmniej 1,2 mln zł dofinansowania przeznaczonego na rozwój opieki kardiologicznej. Przyczyną ma być złożenie dokumentacji rozliczeniowej po terminie wyznaczonym przez Ministerstwo Zdrowia. Do należności mogą zostać doliczone odsetki w wysokości 6 procent. Sprawa nie dotyczy zatem jedynie formalnego opóźnienia, lecz jakości zarządzania miejskim szpitalem, skuteczności nadzoru nad projektem wartym ponad 1,7 mln zł oraz odpowiedzialności osób i instytucji, które w decydującym okresie kierowały placówką albo sprawowały nad nią nadzór.
Projekt dla mysłowickiej kardiologii
Projekt pod nazwą „Dostosowanie bazy kardiologicznej do trendów demograficznych Mysłowic” otrzymał dofinansowanie w lutym 2026 roku. Szpital uzyskał na ten cel 1 716 966 zł, dzięki czemu Oddział Chorób Wewnętrznych został doposażony w specjalistyczną aparaturę medyczną oraz sprzęt wspierający opiekę kardiologiczną.
Było to jedno z przedsięwzięć unijnych przygotowanych jeszcze w okresie zarządzania placówką przez poprzedniego dyrektora. Samo pozyskanie środków nie kończyło jednak procesu. Warunkiem zachowania dofinansowania było prawidłowe i terminowe rozliczenie projektu, wraz z przekazaniem wymaganej dokumentacji.
Ministerstwo Zdrowia wyznaczyło termin rozliczenia na 17 czerwca 2026 roku. Dokumentacja miała zostać złożona dopiero pod koniec czerwca, a więc około dwóch tygodni po terminie. W konsekwencji ministerstwo zażądało zwrotu 1,2 mln zł wraz z odsetkami. Pierwsze odwołanie dyrekcji nie zostało uwzględnione, a szpital złożył kolejne i oczekuje na rozstrzygnięcie.
Firma zewnętrzna miała pilnować terminów
Formalną obsługę przedsięwzięcia powierzono firmie IME sp. z o.o. z Tarnowskich Gór, której prezesem jest Mariusz Mokrzycki. Zakres umowy obejmował przygotowanie wniosku o dofinansowanie, jego późniejsze rozliczenie oraz monitorowanie terminów i wskaźników w okresie realizacji i trwałości projektu.
Zgodnie z przekazanymi informacjami firma miała również obowiązek poinformowania dyrekcji szpitala o zbliżającym się terminie rozliczenia na siedem dni przed jego upływem. Skoro ostateczny termin został wyznaczony na 17 czerwca, stosowne zawiadomienie powinno zostać przekazane najpóźniej 10 czerwca.
Ta data ma istotne znaczenie dla oceny odpowiedzialności zarządczej. Grzegorz Nowak nie był już wówczas pracownikiem szpitala i nie kierował placówką. Próba przenoszenia na niego odpowiedzialności za brak reakcji po 10 czerwca wymagałaby zatem przedstawienia dokumentów potwierdzających, że niezbędne czynności zostały zaniedbane wcześniej, jeszcze w okresie jego urzędowania.
Jeżeli firma IME przekazała wymagane przypomnienie 10 czerwca, należy ustalić, kto je odebrał, komu zostało przedstawione oraz jakie działania podjęto. Jeżeli natomiast firma nie wykonała tego obowiązku, pozostaje pytanie, dlaczego osoby odpowiedzialne po stronie szpitala nie kontrolowały samodzielnie jednego z kluczowych terminów projektu. W obu wariantach zasadnicze znaczenie ma skuteczność nadzoru sprawowanego już przez aktualne kierownictwo placówki.
Termin upływał już za rządów Iwony Łobejko
Iwona Łobejko objęła kierowanie szpitalem na początku czerwca 2026 roku, po decyzji prezydenta Mysłowic Dariusza Wójtowicza. W chwili, gdy 17 czerwca upływał termin rozliczenia projektu, to ona odpowiadała za bieżące funkcjonowanie placówki, przepływ informacji oraz wykonywanie zobowiązań instytucji.
Znaczenie ma również to, że nie była osobą przychodzącą do szpitala z zewnątrz i dopiero zapoznającą się z projektem. Według materiału źródłowego jeszcze przed objęciem funkcji należała do osób wyznaczonych ze strony szpitala do współpracy z firmą IME oraz do sprawowania pieczy nad realizacją programu.
Chronologia zdarzeń rodzi więc uzasadnione pytania o skuteczność nadzoru Iwony Łobejko – najpierw jako osoby uczestniczącej w realizacji projektu, a następnie jako p.o. dyrektor. Nie chodzi o przesądzanie jej odpowiedzialności prawnej bez pełnej dokumentacji, lecz o odpowiedzialność zarządczą: kto kontrolował termin, kto otrzymywał informacje od firmy zewnętrznej, kiedy zauważono ryzyko opóźnienia i dlaczego nie doprowadzono do złożenia dokumentów przed 17 czerwca.
Szczególnie istotna jest przekazana informacja, że szpital miał dowiedzieć się o braku prawidłowego rozliczenia dopiero z pisma Ministerstwa Zdrowia zawierającego żądanie zwrotu dotacji i odsetek. Jeżeli taki przebieg wydarzeń znajduje potwierdzenie w dokumentach, oznaczałoby to, że mechanizmy kontroli nie zadziałały odpowiednio wcześnie.
Gdzie był nadzór Urzędu Miasta?
Szpital Nr 2 jest miejską placówką, a organem tworzącym pozostaje Miasto Mysłowice. Oznacza to, że ocena całej sytuacji nie może ograniczać się wyłącznie do działań wewnętrznego kierownictwa szpitala. Miasto nie przygotowuje za dyrekcję każdego załącznika ani nie prowadzi technicznego rozliczenia projektu, powinno jednak sprawować taki nadzór, aby najważniejsze zagrożenia finansowe jednostki były odpowiednio wcześnie identyfikowane.
W tym kontekście pytania muszą zostać skierowane również do Urzędu Miasta i prezydenta Dariusza Wójtowicza. To prezydent powierzył Iwonie Łobejko obowiązki dyrektora. Zasadne jest więc ustalenie, czy w chwili zmiany kierownictwa zweryfikowano stan najważniejszych projektów, zobowiązań i terminów, a także czy nowa p.o. dyrektor została zobowiązana do przedstawienia informacji o ryzykach finansowych.
Dotychczasowy brak pełnego, publicznego wyjaśnienia może budzić wątpliwości dotyczące przejrzystości działań dyrekcji i organu tworzącego. Nie wiadomo, kiedy o sprawie dowiedział się prezydent, czy została ona przedstawiona Radzie Miasta, Radzie Społecznej szpitala lub właściwym komisjom oraz czy przeprowadzono wewnętrzną analizę odpowiedzialności za niedotrzymanie terminu.
Nie ma podstaw, aby bez dokumentów twierdzić, że sprawa jest celowo ukrywana. Brak jawnej i pełnej informacji przy ryzyku utraty tak znacznych środków publicznych rodzi jednak pytanie, dlaczego mieszkańcy nie poznali dotąd całej chronologii zdarzeń, treści stanowiska ministerstwa oraz zakresu działań podjętych przez miasto.
Zaangażowanie samorządowców i środowisk związkowych
Wyjaśnienia wymaga także formalny zakres zaangażowania przewodniczącego Rady Miasta Mariusza Wielkopolana, radnego Artura Buli oraz przedstawicieli środowisk związkowych nie związanego z szpitalem a prywatnie teściem przewodniczącego Mariusza Wielkopolana w sprawy szpitala. Sam udział radnych lub związkowców w rozmowach o miejskiej placówce nie jest niczym nadzwyczajnym. Szpital pozostaje jednostką publiczną, a jego kondycja finansowa i personalna może być przedmiotem uzasadnionego zainteresowania różnych środowisk.
W interesie przejrzystości życia publicznego powinno jednak zostać jasno przedstawione, kto uczestniczył w rozmowach dotyczących placówki, w jakim charakterze występował i czy miał wpływ na decyzje organizacyjne lub personalne. Dotyczy to również relacji rodzinnych i zawodowych osób obecnych w lokalnej debacie, jeżeli mogą one wywoływać pytania o bezstronność lub potencjalny konflikt interesów.
W przestrzeni lokalnej pojawiają się nieoficjalne informacje o możliwym zainteresowaniu stanowiskiem dyrektora przez osobę znajomą jednego z zaangażowanych samorządowców. Bez oficjalnego potwierdzenia, dokumentów lub publicznych wypowiedzi nie można przedstawiać tych doniesień jako faktu. Powinny one jednak skłonić władze miasta do zapewnienia maksymalnej przejrzystości przyszłych decyzji kadrowych, w tym ujawnienia zasad naboru, wymagań i kryteriów wyboru dyrektora.
Przy sprawie obciążonej ryzykiem zwrotu co najmniej 1,2 mln zł wszelkie działania personalne prowadzone równolegle powinny być szczególnie czytelne. W przeciwnym razie nawet decyzje podejmowane w dobrej wierze mogą stać się źródłem dalszych wątpliwości i osłabić zaufanie mieszkańców do sposobu zarządzania szpitalem.
Miasto powinno ujawnić pełną chronologię
Rzetelne wyjaśnienie sprawy wymaga przedstawienia pełnej chronologii: daty odejścia poprzedniego dyrektora, momentu przekazania obowiązków Iwonie Łobejko, daty poinformowania szpitala przez firmę IME, obiegu dokumentów wewnątrz placówki, terminu powiadomienia Urzędu Miasta oraz działań podjętych przed i po 17 czerwca.
Prezydent Dariusz Wójtowicz nie powinien ograniczać wyjaśnień do stwierdzenia, że projekt został przygotowany za kadencji poprzedniego dyrektora. Dla oceny odpowiedzialności zarządczej istotny jest nie tylko moment rozpoczęcia przedsięwzięcia, lecz przede wszystkim chwila, w której należało podjąć ostateczne działania prowadzące do jego terminowego rozliczenia.
Dnia 10 czerwca Grzegorz Nowak nie kierował już szpitalem. Od tego momentu odpowiedzialność za reakcję na informacje przekazywane dyrekcji spoczywała na aktualnym kierownictwie placówki. Z kolei odpowiedzialność za skuteczność nadzoru nad tym kierownictwem należała do organu tworzącego, a więc władz Miasta Mysłowice.
Nie przesądza to indywidualnej odpowiedzialności prawnej żadnej z osób. Wyznacza jednak krąg stanowisk i instytucji, które powinny udzielić mieszkańcom konkretnych, udokumentowanych odpowiedzi.
Kto poniesie konsekwencje?
Jeżeli decyzja Ministerstwa Zdrowia zostanie utrzymana, obowiązek zwrotu pieniędzy obciąży przede wszystkim szpital. W praktyce konsekwencje poniesie więc publiczna placówka medyczna, której środki powinny służyć leczeniu pacjentów, zakupowi wyposażenia i zapewnieniu ciągłości świadczeń.
Dopiero później może pojawić się kwestia ewentualnego dochodzenia roszczeń wobec firmy zewnętrznej albo osób, których działania lub zaniechania przyczyniły się do powstania szkody. Wymagałoby to jednak osobnej analizy umów, zakresów obowiązków i dokumentacji dotyczącej obiegu informacji.
Najważniejsze pytanie pozostaje dziś proste: dlaczego termin, od którego zależało zachowanie co najmniej 1,2 mln zł publicznych pieniędzy, nie został skutecznie dopilnowany? Odpowiedzi powinna udzielić zarówno p.o. dyrektor Iwona Łobejko, kierująca placówką w chwili upływu terminu i wcześniej uczestnicząca w realizacji projektu, jak i prezydent Dariusz Wójtowicz, odpowiedzialny za decyzję personalną oraz organizację nadzoru miasta nad szpitalem.
Końcowy wynik postępowania odwoławczego pozostaje otwarty. Już teraz można jednak stwierdzić, że system nadzoru nie uchronił placówki przed powstaniem poważnego ryzyka finansowego. Ustalenie, kto i na jakim etapie nie wykonał obowiązków, powinno nastąpić na podstawie dokumentów. Zarządcza i polityczna odpowiedzialność za pełne wyjaśnienie sprawy spoczywa natomiast na obecnym kierownictwie szpitala i władzach Mysłowic.
mt






Temat bardzo ciekawy co też wymyślą włodarze