„W Rozboju Plus coraz więcej rozbójników”. Towarzysz Dariusz odkrywa prawą stronę serca

Udostępni

Polska polityka od dawna przyzwyczaiła nas do tego, że poglądy, deklaracje i ideowe przywiązania potrafią mieć trwałość znacznie krótszą niż wyborcze plakaty na miejskich słupach, dlatego chyba nikogo nie powinno już specjalnie dziwić, że człowiek, który przez znaczną część swojej politycznej kariery funkcjonował po lewej stronie sceny, budował swoją pozycję w środowisku lewicowym i chętnie podkreślał własny rodowód, po latach odnajduje się w otoczeniu politycznym stojącym dokładnie po przeciwnej stronie barykady.

 

 

Tak właśnie wygląda dziś przypadek Dariusza Wójtowicza, prezydenta Mysłowic, który oficjalnie dołączył do Rozwoju Plus, środowiska budowanego wokół Mateusza Morawieckiego, a więc polityka i zaplecza, które z lewicą przez lata łączyła mniej więcej taka sympatia, jaką kot okazuje wannie pełnej zimnej wody. Nie mamy już przy tym do czynienia z polityczną plotką, delikatnym badaniem gruntu czy dyskretnym puszczaniem oka w stronę przyszłych partnerów, ponieważ informacja została oficjalnie ogłoszona, a Dariusz Wójtowicz może już pełnoprawnie ustawiać się do wspólnego zdjęcia z ludźmi, którzy jakiś czas temu światopoglądowo znajdowali się od niego bardzo daleko.

W tym miejscu trudno nie wrócić do wielokrotnie przypisywanego mu powiedzenia, że „serce ma po lewej stronie”, ponieważ okazuje się, że polityczna anatomia jest dziedziną niezwykle elastyczną, w której serce może wprawdzie pozostać tam, gdzie stworzyła je natura, ale reszta organizmu, wraz z ambicjami, kalkulatorem wyborczym i planem dalszej kariery, może już spokojnie udać się w zupełnie przeciwnym kierunku.

 

Dariusz Wójtowicz nie był przecież człowiekiem lewicy przez przypadek ani chwilowym pasażerem politycznego autobusu, który przez pomyłkę wysiadł na przystanku SLD, lecz przez lata funkcjonował w tym środowisku, budował w nim swoją pozycję, działał w jego strukturach i był kojarzony z konkretną stroną sceny politycznej, dlatego jego dzisiejsza obecność w projekcie Mateusza Morawieckiego trudno traktować jako drobną korektę poglądów czy niewinną zmianę szyldu.

Można oczywiście powiedzieć, że człowiek z wiekiem dojrzewa, rewiduje przekonania, poznaje świat z innej strony i po latach dochodzi do nowych wniosków, jednak w polskiej polityce tego rodzaju ideowe olśnienia mają zadziwiającą skłonność do pojawiania się akurat wtedy, gdy gdzieś obok otwierają się drzwi do dalszej kariery, nowego środowiska, większych wpływów albo kolejnego etapu politycznego życia.

Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy spojrzymy nie tylko na samego Wójtowicza, ale również na środowisko, które dziś przyjmuje go z otwartymi ramionami, ponieważ polska prawica przez dziesięciolecia z wyjątkowym upodobaniem przestrzegała przed postkomunizmem, SLD, dawną lewicą, czerwonymi, reliktami poprzedniego systemu i wszelkimi odmianami politycznego dziedzictwa PRL, natomiast gdy na horyzoncie pojawia się samorządowiec z lewicowym rodowodem, który może okazać się politycznie użyteczny, nagle wszystkie te dawne zastrzeżenia zaczynają dziwnie mięknąć.

Wtedy były działacz lewicy przestaje być człowiekiem starego systemu, a zostaje „doświadczonym samorządowcem”, dawny przeciwnik ideowy zmienia się w wartościowy transfer, a wieloletnie związki z lewicą stają się najwyraźniej jedynie mało istotnym szczegółem biograficznym, o którym w dobrym towarzystwie lepiej zbyt długo nie rozmawiać, ponieważ może popsuć atmosferę przy wspólnym stole.

Można więc odnieść wrażenie, że Rozwój Plus odkrył właśnie nową, wyjątkowo ekologiczną odmianę polityki, czyli prawicę z recyklingu, w której niczego się nie wyrzuca, żadnego polityka nie uznaje się za zużytego, a każdy ideowy produkt da się odpowiednio odświeżyć, przetrzeć, zmienić etykietę i ponownie wprowadzić na rynek, jeśli tylko nadal posiada odpowiednią rozpoznawalność i potencjał wyborczy.

Cała historia robi się jeszcze bardziej malownicza, kiedy obok Dariusza Wójtowicza pojawia się Daniel Beger, prezydent Świętochłowic, z którym mysłowicki włodarz od lat pozostaje w bardzo dobrych relacjach i z którym nieraz poruszał się po samorządowej scenie podobnymi ścieżkami, podejmując zbliżone decyzje polityczne oraz uczestnicząc w tych samych inicjatywach i środowiskach.

Teraz również obaj znaleźli się w tym samym miejscu, ponieważ Beger także dołączył do Rozwoju Plus, co daje wyjątkowo wdzięczny materiał do obserwacji, zwłaszcza że obaj panowie rozpoczęli swoje prezydentury w 2018 roku, obaj zostali ponownie wybrani, a przy zachowaniu obecnych przepisów dotyczących dwukadencyjności obecna kadencja jest dla nich ostatnią na stanowisku prezydenta tego samego miasta.

Trudno nie dostrzec pewnej politycznej symetrii w sytuacji, w której dwóch zaprzyjaźnionych samorządowców, stojących przed perspektywą zakończenia swojej lokalnej kariery prezydenckiej, niemal równolegle odnajduje miejsce w ogólnopolskim projekcie politycznym, który otwiera zupełnie nowe możliwości i którego naturalnym kierunkiem dalszego rozwoju jest Warszawa, parlament oraz polityka na szczeblu krajowym.

Tym bardziej interesujące staje się to w zestawieniu z sytuacją finansową Mysłowic i Świętochłowic, ponieważ ani jedno, ani drugie miasto nie znajduje się dziś w położeniu, które pozwalałoby jego władzom z pełnym spokojem ogłaszać finansowy sukces i otwierać szampana na rynku, a problemy budżetowe, poziom zadłużenia, deficyty i konieczność szukania kolejnych źródeł finansowania pozostają realnym elementem samorządowej codzienności.

Całkowicie zasadne jest pytanie o to, czy moment politycznej przeprowadzki obu prezydentów nie jest przypadkiem wyjątkowo dogodny, skoro lokalna perspektywa dalszego sprawowania urzędu coraz wyraźniej się kończy, a na horyzoncie pojawia się środowisko dające szansę na zupełnie nowy rozdział.

Wyłania się tutaj obraz dwóch miejskich statków, na których w maszynowniach księgowi biegają z kalkulatorami, urzędnicy analizują kolejne budżetowe zobowiązania, nad pokładem krążą opinie Regionalnej Izby Obrachunkowej, a kapitanowie zamiast z niepokojem patrzeć pod linię wody, coraz częściej kierują lornetki w stronę Warszawy, gdzie w oddali majaczy port oznaczony znajomym słowem „parlament”.

W takiej sytuacji każdą zmianę kierunku można oczywiście nazwać naturalnym rozwojem politycznym, zdobywaniem nowych doświadczeń albo poszerzaniem możliwości działania, ponieważ polska polityka wypracowała już wyjątkowo bogaty słownik określeń, za pomocą których można opisać praktycznie każdą ewakuację w taki sposób, żeby zaczęła przypominać awans.

Nikt przecież nie ucieka z tonącego statku, tylko podejmuje nowe wyzwania, nikt nie szuka dla siebie miejsca po zakończeniu lokalnej kariery, lecz odpowiada na społeczne oczekiwania, a nikt nie zmienia politycznego obozu, ponieważ właśnie tam widzi dla siebie korzystniejszą przyszłość, tylko „buduje mosty ponad podziałami”.

Pozostaje jeszcze kwestia, która zapewne będzie pojawiać się w politycznych komentarzach, czyli parlamentarny immunitet, ponieważ Sejm daje swoim członkom pewien zakres ochrony, którego prezydent miasta nie posiada. Czy to jest istotna motywacja Wójtowicza do przejścia do Rozwoju Plus albo że ktokolwiek miałby w przyszłości zapewniać mu jakąkolwiek ochronę?

Można natomiast całkowicie legalnie i zasadnie zapytać, czy człowiek kończący w perspektywie kilku lat swoją prezydencką drogę w Mysłowicach widzi dla siebie dalszą polityczną przyszłość w parlamencie, ponieważ z punktu widzenia kariery byłoby to rozwiązanie wręcz naturalne, szczególnie że w Sejmie żadna dwukadencyjność nie obowiązuje, a długość pobytu zależy przede wszystkim od poparcia wyborców oraz miejsca na odpowiedniej liście.

W tym kontekście dawne powiedzenie Wójtowicza o sercu znajdującym się po lewej stronie nabiera szczególnie przewrotnego znaczenia, bo być może serce rzeczywiście pozostało tam, gdzie zawsze było, natomiast polityczny kompas, któremu znacznie bliżej do kalkulatora niż do anatomii, zaczął pokazywać zupełnie inny kierunek.

Jeśli natomiast użyć biblijnej metafory „garści srebrników”, to wyłącznie w znaczeniu symbolicznym, ponieważ w polityce srebrniki nie muszą mieć postaci pieniędzy i równie dobrze mogą oznaczać miejsce na liście wyborczej, polityczne poparcie, dostęp do wpływowego środowiska, nowe perspektywy albo po prostu możliwość przedłużenia własnej obecności na scenie publicznej.

Najbardziej zabawne pozostaje jednak to, jak łatwo wszystkie te dawne różnice ideowe znikają wtedy, gdy pojawia się wspólny interes, ponieważ prawica, która przez lata kreowała się na środowisko wyjątkowo przywiązane do zasad, tradycji i wyrazistego światopoglądu, dziś potrafi przyjąć polityka o wyraźnie lewicowym rodowodzie bez większego skrępowania, jeśli tylko może on wnieść do nowego projektu odpowiedni kapitał polityczny.

Można więc postawić pytanie, czy ideowe granice naprawdę jeszcze istnieją, czy też obowiązują wyłącznie wobec przeciwników, ponieważ były lewicowiec stojący po drugiej stronie barykady jest symbolem wszystkiego, co najgorsze, natomiast dokładnie ten sam człowiek po przejściu do naszego obozu nagle staje się pragmatycznym partnerem, wartościowym samorządowcem i przykładem szerokiego otwarcia na ludzi o różnych doświadczeniach.

W tym właśnie sensie historia Wójtowicza staje się czymś więcej niż tylko opowieścią o jednym politycznym transferze, ponieważ pokazuje, jak niewiele znaczą w praktyce słowa o wartościach, jeśli w grę wchodzą mandaty, wpływy, polityczna przyszłość oraz możliwość budowania coraz większego zaplecza.

Dariusz Wójtowicz i Daniel Beger wchodzą więc do Rozwoju Plus niemal ramię w ramię, jako dwaj zaprzyjaźnieni prezydenci, którym kończy się możliwość dalszego sprawowania tych samych urzędów, którzy zarządzają miastami z poważnymi problemami finansowymi i którzy jednocześnie odnajdują dla siebie miejsce w projekcie mającym ambicję odgrywania coraz większej roli na scenie krajowej.

Być może za kilka lat obaj będą przekonywać, że ich decyzje były wynikiem głębokiej refleksji ideowej, naturalnej ewolucji poglądów oraz potrzeby działania ponad politycznymi podziałami, ponieważ polska polityka zna już dziesiątki podobnych historii, w których zmiana obozu po pewnym czasie okazuje się nie zdradą wcześniejszych przekonań, lecz ich rzekomym logicznym rozwinięciem.

Mieszkańcy mają jednak prawo patrzeć na tę historię ze znacznie większą dozą sceptycyzmu i pytać, czy naprawdę mamy do czynienia z nagłym nawróceniem ideowym, czy raczej z kolejnym przykładem zasady, według której najtrwalszym poglądem polskiego polityka okazuje się przekonanie, że powinien on pozostać w polityce możliwie jak najdłużej.

Dlatego też dzisiejszy transfer Dariusza Wójtowicza do Rozwoju Plus można traktować nie tylko jako zwykłą informację polityczną, ale również jako wyjątkowo wdzięczny symbol naszych czasów, w których dawne podziały coraz częściej okazują się dekoracją, wartości można przepakować w nowe pudełko, polityczne serce może nadal deklarować przywiązanie do lewej strony, a nogi bez najmniejszego problemu maszerować już zupełnie gdzie indziej.

I być może właśnie dlatego tytuł „W Rozboju Plus coraz więcej rozbójników” brzmi dziś tak przewrotnie, ponieważ nie chodzi w nim o żadne zarzuty kryminalne, lecz o polityczny rozbój na dawnych deklaracjach, ideałach i podziałach, które jeszcze wczoraj przedstawiano wyborcom jako fundamentalne, a dziś okazują się wyjątkowo łatwe do spakowania do walizki i zabrania ze sobą w dalszą drogę.

Jeżeli więc ktoś zapyta, gdzie dziś znajduje się słynne serce Dariusza Wójtowicza, odpowiedź może pozostać niezmieniona, ponieważ zapewne nadal jest po lewej stronie, tyle że coraz więcej wskazuje na to, iż jego polityczna przyszłość została już starannie zaparkowana po prawej.

 

 

 

jarekbogocz

fot: https://www.facebook.com/mtargos

3.7 3 głosów
Ocena artykułu
Subskrybcja
Powiadom o
guest
1 komentarz
najnowszy
najstarszy najwięcej głosów
Wbudowane opinie
Zobacz wszystkie komentarze
Grazyna
Grazyna
1 miesiąc temu

W samo sedno. Podsumowanie działań Wójtowicza to jego filozofia od najmłodszych lat. Stąd za każdym razem rozsypany klub radnych w mysłowickiej radzie.

Scroll to Top