Sytuacja wokół Szpitala nr 2 w Mysłowicach staje się coraz bardziej napięta. Prezydent Mysłowic Dariusz Wójtowicz pojawił się na spotkaniu z pracownikami placówki bez uzgodnienia tego z dyrektorem szpitala. Co więcej, według relacji świadków i samego
dyrektora, spotkanie miało odbywać się poza jego wiedzą, a cały przebieg wydarzeń budzi poważne pytania nie tylko o standardy zarządzania, ale także o szacunek wobec instytucji publicznych, pracowników i mediów.
Prezydent spotkał się z personelem szpitala na Izbie Przyjęć. O całej sytuacji dowiedziała się również dziennikarka, lokalnych mediów, która pojawiła się na miejscu. Zamiast jednak umożliwić mediom obserwację wydarzeń dotyczących ważnej dla mieszkańców placówki, prezydent w mocno nieelegancki sposób starał się , a potem nawet siłą wypchnąć z pomieszczenia.
Jeszcze bardziej niepokojąco brzmi relacja dyrektora szpitala Grzegorza Nowaka. Z jego wypowiedzi jasno wynika, że nie został zaproszony na spotkanie organizowane przez prezydenta z jego własną załogą. Jak powiedział: „Nie zostałem zaproszony.
Dowiedziałem się od pracowników o tym, że pan prezydent jest na Izbie Przyjęć i robi spotkanie gremialne z moją załogą, z moimi pracownikami, poza moją wiedzą”. To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno. Trudno bowiem wyobrazić sobie
bardziej jaskrawy przykład podważania roli dyrektora publicznej placówki niż organizowanie spotkania z personelem szpitala ponad jego głową, bez uprzedzenia i bez elementarnej współpracy. To nie jest styl zarządzania oparty na dialogu. To demonstracja
siły. Dyrektor relacjonuje również, że gdy próbował wejść na spotkanie, prezydent miał „zamknąć mu drzwi przed nosem”. Jeśli ta relacja jest prawdziwa, oznacza to nie tylko symboliczne, ale wręcz ostentacyjne okazanie lekceważenia wobec osoby formalnie
odpowiedzialnej za funkcjonowanie placówki. W samorządzie, który powinien działać w oparciu o procedury, partnerstwo i odpowiedzialność, takie zachowanie musi budzić sprzeciw.
Na tym jednak nie koniec. Grzegorz Nowak zwrócił też uwagę na sposób potraktowania dziennikarki. W jego słowach nie ma niedomówień: „Widziałem, że panią redaktor dość brutalnie wypchnął, przepchnął i jestem zaskoczony taką sytuacją”. To bardzo poważny zarzut. Media mają pełne prawo relacjonować wydarzenia dotyczące miejskich instytucji, zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o szpital i jego przyszłość. Próba fizycznego usuwania dziennikarki z miejsca zdarzenia, jeśli rzeczywiście miała miejsce w opisanej formie, jest zachowaniem skandalicznym i niedopuszczalnym w demokratycznym państwie.
Zdarzenie dotyczące dziennikarki zostało zarejestrowane w znacznej części, które zamieszczamy jako dowód zdarzenia.




