Początek roku szkolnego miał przynieść mysłowickim nauczycielom dobrą wiadomość. Radny Marek Mikuła przygotował projekt zwiększający maksymalną Nagrodę Dyrektora Szkoły z 3 do 4 tys. zł. Co istotne – propozycja nie wymagała zwiększenia miejskiego funduszu nagród. Projekt ostatecznie nie mógł jednak zostać przyjęty. Według jego autora powodem był brak wymaganych uzgodnień ze związkami zawodowymi, za które odpowiedzialnością obarcza II zastępcę prezydenta Mysłowic Mateusza Targosia. Jeżeli ten przebieg wydarzeń się potwierdzi, trudno mówić o drobnym urzędniczym przeoczeniu.

Projekt był gotowy. Nauczyciele mogli otrzymywać do 4 tys. zł
Sprawa dotyczy projektu uchwały przygotowanego przez radnego Marka Mikułę. Dokument został oficjalnie opublikowany w Biuletynie Informacji Publicznej i znalazł się w porządku XXXIII sesji Rady Miasta Mysłowice zwołanej na 27 sierpnia 2026 roku.
Zmiana była konkretna. Dotychczas Nagroda Dyrektora Szkoły mogła wynosić od 800 do 3000 zł. Projekt zakładał podniesienie tego przedziału do 1000-4000 zł. W uzasadnieniu wskazano, że wyższe kwoty miały pozwolić na bardziej adekwatne wyróżnianie nauczycieli za szczególne osiągnięcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze oraz pracę na rzecz szkolnej społeczności.
Jest jednak jeszcze jeden szczegół, który stawia całą sprawę w szczególnie niekorzystnym świetle dla władz miasta. Projekt nie zakładał zwiększenia pieniędzy przeznaczonych na fundusz nagród dla nauczycieli. Wprost zapisano, że wysokość nagród miałaby być ustalana w ramach środków już pozostających w dyspozycji dyrektora szkoły. Nie chodziło więc o znalezienie kolejnych setek tysięcy złotych w napiętym budżecie Mysłowic.
Marek Mikuła: zabrakło działania ze strony wiceprezydenta
W przekazanym nam materiale radny Marek Mikuła mówi wprost, że projekt nie mógł zostać procedowany z powodu braku wymaganych uzgodnień ze związkami zawodowymi. Odpowiedzialnością za tę sytuację obarcza II zastępcę prezydenta Mysłowic Mateusza Targosia.
Według relacji radnego projekt nie został przez wiceprezydenta skierowany w odpowiednim czasie do organizacji związkowych. Mikuła twierdzi również, że zarówno przedstawiciele ZNP, jak i „Solidarności” byli gotowi poprzeć rozwiązanie, a projekt uzyskał pozytywne opinie Komisji Finansów oraz Komisji Edukacji, Kultury i Sportu. To informacje przekazane przez autora projektu – publicznie dostępne dokumenty, do których dotarliśmy, nie pozwalają obecnie potwierdzić całej wewnętrznej korespondencji pomiędzy urzędem a związkami.
Jedno nie budzi natomiast wątpliwości: uzgodnienie ze związkami nie jest uprzejmością ani niepotrzebną formalnością. Art. 30 ust. 6a Karty Nauczyciela stanowi, że regulamin wynagradzania nauczycieli podlega uzgodnieniu ze związkami zawodowymi zrzeszającymi nauczycieli. Także sam projekt mysłowickiej uchwały zawierał zapis, że jest podejmowany „w uzgodnieniu ze związkami zawodowymi”.
Ustawa o związkach zawodowych przewiduje ponadto, że przy opiniowaniu projektów aktów prawnych przez reprezentatywne organizacje związkowe termin na przedstawienie opinii wynosi co do zasady co najmniej 30 dni, z możliwością skrócenia go do 21 dni ze względu na ważny interes publiczny.
Targoś odpowiada właśnie za edukację
I właśnie w tym miejscu odpowiedzialność polityczna władz miasta staje się szczególnie istotna. Mateusz Targoś nie jest w magistracie osobą przypadkową ani urzędnikiem niemającym wpływu na funkcjonowanie oświaty. Oficjalna strona Urzędu Miasta wskazuje, że jako II zastępca prezydenta zarządza między innymi Wydziałem Edukacji.
Jeżeli zatem projekt dotyczący wynagradzania nauczycieli nie przeszedł niezbędnej procedury związkowej, mieszkańcy – a przede wszystkim sami nauczyciele – mają prawo oczekiwać od Mateusza Targosia bardzo precyzyjnego wyjaśnienia.
Kiedy projekt trafił do władz miasta? Kiedy przekazano go do pionu edukacji? Czy został skierowany do ZNP i „Solidarności”? Jeśli nie – dlaczego? Kto odpowiadał za przeprowadzenie uzgodnień i dlaczego nie zostały one zakończone przed sesją?
To nie są pytania o polityczne sympatie. To pytania o sprawność zarządzania urzędem.
Najbardziej zastanawiające: miasto nie musiało dokładać pieniędzy
Władze Mysłowic wielokrotnie powołują się na trudną sytuację finansową miasta. W tym przypadku taki argument byłby jednak wyjątkowo trudny do obrony.
Autor projektu wyraźnie zapisał, że zmiana nie zwiększa funduszu nagród dla nauczycieli. Dyrektor otrzymywał jedynie możliwość przyznania pojedynczej osobie nagrody w wysokości do 4 tys. zł zamiast maksymalnie 3 tys. zł, gospodarując tą samą pulą środków.
Dlatego sprawa wygląda jeszcze gorzej. Jeżeli rzeczywiście zabrakło jedynie przeprowadzenia wymaganej procedury, to nauczyciele stracili możliwość otrzymania wyższych nagród nie dlatego, że miasta na nie nie stać, lecz dlatego, że administracja nie doprowadziła na czas do końca formalności.
A właśnie za takie sytuacje odpowiadają osoby kierujące poszczególnymi obszarami urzędu.
To nie pierwszy problem władz miasta wokół nauczycielskich nagród
Dodatkowego znaczenia sprawie nadają wydarzenia z 2024 roku. Wtedy Zarządzenie nr 441/24 Prezydenta Miasta Mysłowice dotyczące blokowania wydatków zostało zakwestionowane przez Regionalną Izbę Obrachunkową w Katowicach. Kolegium RIO stwierdziło jego nieważność, wskazując m.in. na brak spełnienia przesłanek ustawowych, brak określenia okresu blokowania oraz wysokości blokowanych środków. RIO stwierdziła istotne naruszenie prawa.
Sprawa dotyczyła również pieniędzy przeznaczonych na nagrody dla nauczycieli. Co więcej, później Rada Miasta uznała skargę na działalność prezydenta za zasadną w części dotyczącej naruszenia procedur przyznawania Nagród Prezydenta w miejskich jednostkach. W toku tego postępowania analizowane były również pisemne wyjaśnienia II zastępcy prezydenta miasta.
Nie oznacza to, że obie sprawy są prawnie takie same ani że zarządzenie z 2024 roku było osobistą decyzją Mateusza Targosia. Pokazuje jednak coś innego: po wcześniejszych problemach dotyczących procedur związanych z nauczycielskimi nagrodami od władz Mysłowic można było oczekiwać szczególnej staranności w kolejnej podobnej sprawie.
Wiceprezydent powinien pokazać dokumenty i wyjaśnić chronologię
Trzeba przy tym oddzielić fakty od politycznych ocen. Na podstawie publicznie dostępnych dokumentów nie można dziś stwierdzić, że Mateusz Targoś osobiście polecił zablokować projekt albo celowo chciał pozbawić nauczycieli możliwości otrzymywania wyższych nagród. Taką odpowiedzialność przypisuje mu w swoim wystąpieniu Marek Mikuła i jest to stanowisko radnego.
Nie zmienia to jednak faktu, że Targoś jest wiceprezydentem odpowiedzialnym za miejską edukację. Jeżeli projekt korzystny dla nauczycieli, niewymagający zwiększenia funduszu nagród, nie mógł zostać uchwalony wskutek nieprzeprowadzenia wymaganych uzgodnień, to właśnie od niego należy oczekiwać odpowiedzi, jak do tego doszło.
Najprostszy sposób na rozwianie wszelkich wątpliwości jest bardzo prosty: wiceprezydent powinien przedstawić pełną chronologię procedowania projektu – datę jego otrzymania, korespondencję ze związkami zawodowymi oraz informację, kto i kiedy podejmował kolejne czynności.
Jeżeli po stronie urzędu popełniono błąd, powinno paść jasne przyznanie tego faktu i szybka deklaracja ponownego przeprowadzenia procedury. Jeżeli natomiast relacja Marka Mikuły jest niepełna, władze miasta powinny przedstawić dokumenty, które pokażą inny przebieg wydarzeń.
Bo na razie rezultat jest jeden: projekt był, pieniądze w funduszu były, możliwość podwyższenia nagród była, a nauczyciele z niej nie skorzystają. I ktoś za taką organizację pracy miasta powinien wziąć odpowiedzialność.

jarekbogocz




