Konkurs na dyrektora szpitala pod polityczną kontrolą? WdM i PiS wzięli wszystko
W Mysłowicach znów zobaczyliśmy, jak w praktyce wygląda deklarowana przez prezydenta Dariusza Wójtowicza „współpraca” z radnymi i opozycją. Gdy przychodzi do realnych decyzji, rozmowy o otwartości, dialogu i wspólnym działaniu kończą się tam, gdzie zaczyna się polityczna arytmetyka koalicji WdM-PiS.
Najlepszym przykładem jest powołanie komisji konkursowej, która ma przeprowadzić procedurę wyboru dyrektora Szpitala nr 2 im. dr. Tadeusza Boczonia w Mysłowicach. To jedna z najważniejszych miejskich instytucji. Placówka znajduje się w trudnym momencie, a decyzja o tym, kto nią pokieruje, powinna być maksymalnie przejrzysta, odpowiedzialna i ponadpartyjna. Tymczasem większość rządząca miastem zrobiła coś dokładnie odwrotnego.
Komisja mająca opiniować kandydatów na dyrektora szpitala będzie składać się wyłącznie z osób wskazanych przez środowisko politycznie związane z prezydentem i koalicją WdM-PiS. Jedyny kandydat opozycji, radny Dariusz Wendreński z Koalicji Obywatelskiej, został odrzucony w głosowaniu.
To nie jest drobny gest proceduralny. To jasny sygnał polityczny: „mamy większość, więc bierzemy wszystko”.
Największy klub w radzie poza komisją
Szczególnie rażące jest to, że Koalicja Obywatelska jest największym klubem w Radzie Miasta Mysłowice. W normalnie funkcjonującym samorządzie taki klub powinien mieć swojego przedstawiciela w komisji konkursowej dotyczącej tak ważnej jednostki jak miejski szpital. Nie jako prezent od większości. Nie jako łaskę. Ale jako element demokratycznej kontroli i odpowiedzialności wobec mieszkańców.
Radny Dariusz Wendreński nie był kandydatem przypadkowym. Opozycja wskazała osobę, która mogłaby pełnić funkcję kontrolną, zadawać pytania i patrzeć większości na ręce. I właśnie dlatego jego kandydatura najwyraźniej była dla koalicji WdM-PiS niewygodna.
Zamiast dopuścić przedstawiciela największego klubu w radzie do prac komisji, większość przegłosowała własny skład. W komisji znaleźli się przedstawiciele obozu rządzącego: Mariusz Wielkopolan z PiS, Artur Bula z PiS, Piotr Styczeń z WdM, Katarzyna Polok-Marcol z WdM, Andrzej Dombek z WdM oraz wskazany jako lekarz Janusz Chimowski, zastępca dyrektora szpitala ds. lecznictwa.
Efekt? Komisja bez opozycji. Bez pluralizmu. Bez realnej kontroli społecznej ze strony największego klubu w radzie.
„Zapraszamy do współpracy”, ale tylko przed kamerą?
Prezydent Dariusz Wójtowicz lubi przedstawiać się jako samorządowiec otwarty na rozmowę. Chętnie mówi o współpracy, odpowiedzialności i działaniu ponad podziałami. Problem polega na tym, że takie deklaracje trzeba weryfikować nie po słowach, ale po decyzjach.
A decyzja w sprawie komisji konkursowej pokazuje coś zupełnie innego. Kiedy pojawiła się możliwość realnego dopuszczenia opozycji do procesu wyboru osoby, która będzie kierować Szpitalem nr 2, większość WdM-PiS zatrzasnęła drzwi.
Można więc zapytać: na czym właściwie ma polegać ta współpraca? Na tym, że opozycja ma milczeć? Na tym, że ma przychodzić na sesje, ale nie mieć wpływu na żadne istotne procesy? Na tym, że największy klub w radzie ma być pomijany wtedy, gdy ważą się decyzje dotyczące miejskiej ochrony zdrowia?
Jeżeli tak wygląda „zaproszenie do współpracy”, to mieszkańcy mają prawo nazwać rzeczy po imieniu: to nie jest współpraca, tylko polityczne zawłaszczenie.
Szpital potrzebuje zaufania, nie partyjnej kontroli
Sprawa jest tym poważniejsza, że dotyczy Szpitala nr 2. To nie jest komisja od spraw drugorzędnych. To komisja, która ma uczestniczyć w procedurze wyboru osoby odpowiedzialnej za przyszłość placówki, jej finanse, kadrę, relacje z personelem, pacjentami i instytucjami zewnętrznymi.
7 czerwca zakończył się kontrakt poprzedniego dyrektora, Grzegorza Nowaka. Prezydent powierzył obowiązki dyrektora Iwonie Łobejko do czasu rozstrzygnięcia konkursu, nie dłużej jednak niż do 8 grudnia 2026 roku. To oznacza, że miasto znajduje się w okresie przejściowym, a sposób przeprowadzenia konkursu będzie miał ogromne znaczenie dla wiarygodności całego procesu.
Właśnie dlatego w komisji powinno być miejsce dla różnych środowisk rady. Obecność przedstawiciela opozycji nie blokowałaby prac komisji. Nie odbierałaby większości prawa do podejmowania decyzji. Dawałaby natomiast mieszkańcom gwarancję, że procedura nie odbywa się wyłącznie we własnym politycznym gronie prezydenta i jego zaplecza.
Koalicja WdM–PiS wybrała jednak inną drogę: pełną kontrolę nad składem komisji.
Czy prezydent ma coś do ukrycia?
W tej sprawie pojawia się jeszcze jedno, bardzo poważne pytanie: dlaczego koalicji WdM-PiS tak bardzo zależało na tym, aby w komisji konkursowej nie było ani jednego przedstawiciela opozycji?
Czy chodzi wyłącznie o polityczną wygodę? Czy może prezydent Dariusz Wójtowicz i jego zaplecze mają coś do ukrycia? A może konkurs na dyrektora Szpitala nr 2 jest już w praktyce rozstrzygnięty, zanim jeszcze formalnie się rozpoczął?
W kuluarach coraz głośniej mówi się, że do Mysłowic może trafić osoba z politycznej rodziny Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli są to tylko plotki, tym bardziej należało dopuścić do komisji przedstawiciela opozycji, aby przeciąć wszelkie spekulacje. Jeżeli jednak większość robi wszystko, by zamknąć proces wyboru dyrektora we własnym gronie, to trudno się dziwić, że rodzą się pytania o rzeczywiste intencje.
Według informacji pojawiających się w rozmowach kuluarowych radni prezydenccy mieli otrzymać jasne polecenie, aby głosować przeciwko kandydatowi opozycji. Jeżeli tak było, to nie mieliśmy do czynienia z niezależną decyzją radnych, lecz z polityczną dyscypliną narzuconą przez obóz władzy.
A przecież mówimy nie o drobnej komisji technicznej, ale o komisji konkursowej, która ma wpływ na wybór dyrektora miejskiego szpitala. To sprawa zbyt poważna, by rozgrywać ją za zamkniętymi drzwiami i według partyjnego klucza.
Dlatego mieszkańcy mają prawo pytać: czego boi się prezydent? Dlaczego przedstawiciel największego klubu w Radzie Miasta Mysłowice został wyeliminowany z komisji? I czy konkurs będzie rzeczywistym konkursem, czy tylko formalnością prowadzącą do wcześniej zaplanowanego rozstrzygnięcia?
Większość może wszystko, ale nie wszystko powinna
Oczywiście radni WdM i PiS mogą powiedzieć, że mieli większość i po prostu z niej skorzystali. Formalnie zapewne tak. Ale samorząd to nie tylko liczenie głosów. To również standardy, przejrzystość i szacunek dla mieszkańców, którzy wybrali nie tylko radnych koalicji rządzącej, ale także radnych opozycji.
Demokracja lokalna nie polega na tym, że zwycięska większość bierze wszystkie miejsca, wszystkie funkcje i wszystkie decyzje. Zwłaszcza wtedy, gdy mówimy o miejskim szpitalu, czyli instytucji, która powinna być wyłączona z logiki politycznego łupu.
W tej sprawie większość WdM-PiS pokazała, że nie chce nadzoru, nie chce kontroli i nie chce pluralizmu. Chce mieć komisję pod pełną polityczną kontrolą.
Mysłowice zasługują na więcej niż układ większości
Mieszkańcy Mysłowic mają prawo oczekiwać, że konkurs na dyrektora Szpitala nr 2 będzie przeprowadzony w sposób transparentny, uczciwy i odporny na polityczne podejrzenia. Niestety już sam skład komisji budzi poważne wątpliwości.
Odrzucenie kandydatury radnego Dariusza Wendreńskiego było błędem. Było też symbolem stylu rządzenia, który coraz częściej widać w Mysłowicach: dużo słów o współpracy, a w praktyce zamykanie najważniejszych decyzji w gronie politycznie lojalnych osób.
Prezydent Wójtowicz i jego zaplecze mogą mówić o dialogu, ile chcą. Ale 18 czerwca rada miasta pokazała, jak ten dialog wygląda naprawdę. Kiedy trzeba było dopuścić opozycję do komisji konkursowej, koalicja WdM-PiS powiedziała: nie.
I to jedno głosowanie mówi o obecnych standardach w Mysłowicach więcej niż niejeden promocyjny filmik.
mt
zdjęcia: Mateusz Partyka





